ZIMA 90-91

Reypublika”. Pismo ukazywało się w roku 1991, następnie, w skutek zniechęcenia redaktorów, zamarło. Poniżej przedrukowuję opowiadanie opublikowane w drugim numerze (11 czerwca 1991)

ZIMA 90-91

Obudziłem się. Leżałem w łóżku. Nademną był sufit. Byłem w…pokoju. Zasłonięta firanka stwarzała w nim półmrok, ale wiedziałem, że na zewnątrz już wstaje dzień. Co się stało? – Powoli, jakże powoli przychodziłem na świat! 5840 raz rodziłem się. Przypomniałem sobie. Przed chwilą zostałem narodzony. Przeszedłem do drugiego pokoju. Wpatrzyłem się w zegar. Była za pięć siódma. Zarośnięte i podkrążone oczy wpatrywały się w elektroniczny nadruk. Mózg zadecydował. Odwróciłem się i zawróciłem do poprzedniego miejsca, gdy wtem walnąłem się o pedał od roweru który już dawno powinien był się znaleźć w piwnicy. Gdy dostałem się z powrotem do pierwszego pokoju, byłem nadal wściekły, lecz znów otępiałym wzrokiem wpatrywałem się w ścianę. Nie pamiętam ile czasu zajęło mi ubranie się, ale wiem, że brałem z osobna każdą część garderoby i porównywałem ją ze scianą. Ściana bardziej przyciągała wzrok, była niepoliczalna, nieosobowa jak ja sam. Ubrałem się i przeszedłem do łazienki. Tu zdążyłem się zorientować, że posiadam twarz, zęby i ręce. Było to coś jakby człowiek. Ziewnąłem. Tak, to było coś w rodzaju człowieka. Wyszedłem z mieszkania zamykając drzwi na klucz. Ruszyłem przed siebie. To coś zrozumiało, że spóźni się na autobus, że spóźni się do więzienia. Przyśpieszyłem kroku. Kiedy byłem o jakieś sto metrów od przystanku odjechał uśmiechnięty szyderczo autobus, została po nim smuga czarnego dymu. Pośpieszyłem do tramwaju. Co za cywilizacja, ludzkość! Mój pojazd poruszał się z szybkością 9 węzłów! Ziewnąłem znacząco po raz drugi zapominając o tym ważnym wynalazku. Liczyłem ile mi jeszcze zostało aresztu domowego. 1850 dni według moich szacowań.

O godzinie 8.07 wpadam do więzienia. Strażnik był wściekły.

– Która cela?

– Z pierwszych druga od końca – odpowiadam. Nie warto kłamać.Strażnik i tak zna rozkład na pamięć.

– Ty tak się ciągle spóźniasz?

– Nie,ale zmieniłem dojazd.

W trakcie rozmowy mam wrażenie jakby strażnik chciał mnie odstraszyć od więzienia żeby potem móc mnie ścigać.Tymczasem już 8.20! Nie mam po co iść na karcer. Idę na drugą zmianę.

/z dziennika więźnia/

Reklamy


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s