Międzyszkolny Komitet Solidarności

Organizacja uczniowska działająca wśród uczniów szkół średnich głównie na terenie Warszawy w latach 1987-1991. Na stronie Polskiej Biblioteki Internetowej znajdują się archiwalne numery wydawanych przez MKS „Wydarzeń”, jednak sposób ich wyszukiwania i zestawienia jest dość kłopotliwy, dlatego podaję bezpośredni link do wszystkich czasopism MKS opublikowanych w PBI.

Inne informacje o MKS: 1, 2, 3, 4,

Reklamy

Strajk w Getcie

 

„Nauczyciel do uczniów: książka telefoniczna na pamięć!

Uczniowie: na kiedy?

(Stary dowcip uczniów XLIX LO im WA Goethego)

Liceum im Goethego (dawniej imienia Modzelewskiego) miało dobrą tradycję samorządową. W latach 1989-1991 ukazywała się tam kapitalna i prześmieszna gazetka „Piepsz”. Redaktorzy „Piepsza” – Jan Weryński i Andrzej Wawrzyniak – żywo reagowali na wszelkie próby ograniczenia wolności słowa.

„Gdy sprzedawaliśmy poprzedni numer PIEPSZa, spotkaliśmy panią dyr. LO nr.49. Po dokonaniu transakcji kupno-sprzedaż, rzekła nam: „Dyrekcja szkoły powinna otrzymywać darmowe egzemplarze pisma za możliwość ukazywania się go na terenie szkoły.”

Następnie po powierzchownym przestudiowaniu PIEPSZa, zapytała: „A, ile wy na tym zarabiacie?” i dodała: „Hm, trzeba się tym zająć!”1.

Już w następnym numerze informację o tym incydencie podano na pierwszej stronie, z widocznymi wyżej podkreśleniami.

Ta sama pani Gontarewicz stała się przyczyną strajku, jaki wybuchł 20 czerwca 1994 roku. Wybrana została w 1992 roku jako jedyna kandydatka na stanowisko dyrektora – poprzednio była tylko wicedyrektorem. Powodów do konfliktu było wiele: dyrektorka nie przedłużyła umów o pracę kilku nauczycielom, w listopadzie 1993 roku rada rodziców nie została wpuszczona do szkoły na swoje obrady. Ale kroplą goryczy było nieprzedłużenie kontraktu powszechnie lubianej nauczycielki Języka Polskiego, pani Cap.

Prawdopodobnie impuls do strajku dali nauczyciele. Inicjatorką mogła być też Tatiana Kalińska. Przewodniczący samorządu Bertrand Jasiński uczestniczył w strajku ale nie odegrał w nim większej roli. Na dziedziniec wyległy pierwsze roczniki i klasa IIb. Do strajku dołączyli kolejni. Wysłano petycję do kuratora. Najaktywniejsi rodzice solidarnie stanęli po stronie swoich pociech.

21 czerwca tłum uczniów od rana oczekiwał na decyzję kuratora, która – wedle jego słów – miała zapaść ostatecznie o godzinie 15.00. Około godziny 14.40 nagle pojawił się kurator, Włodzimierz Paszyński ale z miejsca uchylił się od konkretnej odpowiedzi. Zignorowawszy uczniów zamknął się z dyrektorką, której – mocą Karty Nauczyciela – zwolnić z pracy w szkole nie mógł. Niedługo potem wyszedł do tłumu ale mówił głosikiem tak cichutkim, że uczniowie błyskawicznie zrozumieli, że chce przewlec sprawę.

„-Zrobię wszystko dla pozytywnego załatwienia sprawy. Ale nie chciałbym, byśmy doprowadzili do precedensu, że ten strajk jest legalny”2.

W uszach uczniów zabrzmiało to, jak mamrotana nowomowa.

„-Chodzi nam o decyzję! Czy pani Gontarewicz jest, czy jej nie ma?”

-wołali uczniowie i obecni na dziedzińcu rodzice.

„-To zależy od jej decyzji”

-replikował uparcie Paszyński.

Po tym epizodzie zdesperowany Kurator znowu zamknął się w pokoju dyrekcji, by po niedługim czasie wyjść razem z Dyrektorką, która została wyśmiana.

Strajk obfitował w tego rodzaju epizody i desperackie ruchy dyrekcji. Kiedy strajkujący siedzieli pod drzewami i śpiewali do akompaniamentu dwóch gitar, nagle ze szkoły wyjrzała jakaś niepozorna postać, która wystawiła na zewnątrz tablicę z wydrukiem. Gdy wszyscy zbliżyli się do tablicy, okazało się, że jest na niej list od córki pani Gontarewicz, w którym broniła swojej matki. List został publicznie odczytany, przy chóralnym akompaniamencie wycia i gwizdów.

Niespodziewanie na dziedzińcu pojawił się jakiś młodzian, informując, że w czasie stanu wojennego pani Gontarewicz brała udział w represjonowaniu i internowaniu opozycyjnych nauczycieli w Liceum im. Reytana.

Wyjścia” Kuratora i Dyrektorki powtarzały się regularnie, czasem robił to sam Kurator. Podczas jednej z wypowiedzi wyraził obawę, żeby się nie skończyło na „taczkach”. Uczniowie i rodzice natychmiast podchwycili ten pomysł i zaczęto rozważać – prawne i praktyczne – za i przeciw strajkowi okupacyjnemu. W pewnym momencie uczniom udało się wtargnąć do szkoły, zostali też nakarmieni zupą ze stołówki.

Nie obeszło się bez prowokacji. Ktoś przyniósł wiadomość, że „Panorama” podała wypowiedź Paszyńskiego, która miała jakoby brzmieć:

„-Strajk zażegnany, pani dyrektor pozostaje”.

Wywołało to natychmiastowe wzburzenie i Kurator musiał wyjaśnić, że takiej wypowiedzi w ogóle nie było.

W międzyczasie zadzwonił też do szkoły ówczesny minister edukacji i wicepremier Łuczak. Do telefonu woźny wywołał Kuratora. Sensacja… W rzeczywistości telefon Łuczaka był wyłącznie telefonem kontrolnym, mającym dać do zrozumienia, że minister „czuwa nad sytuacją”.

Zniecierpliwienie strajkujących pogłębiało się dosłownie z każdą minutą. Paszyński – tak się wydawało strajkującym – stanowczo za bardzo przedłużał negocjacje, nieustannie wędrując „od Aifasza do Kaifasza”, czyli od strajkujących do dyrektorki. W istocie jednak Kurator znalazł się w trudnej sytuacji – gdyby zgodził się na obalenie dyrektorki za szybko – groziłaby mu utrata stanowiska na co tylko czyhała ówczesna koalicja rządowa (SLD-PSL).

W pewnym momencie ktoś nagrał wypowiedź Paszyńskiego, w której stwierdził on, że do 24 czerwca przedstawi pani Dyrektor pięć propozycji pracy, wśród których nie będzie 49 LO. Jeśliby i w tych okolicznościach Gontarewicz nie zechciała ustąpić, wówczas zostałaby w ogóle zwolniona.

Tej wypowiedzi uczepiono się tak rozpaczliwie, że zażądano wręcz, aby na skrawku brudnego papieru Kurator poręczył ją własnym podpisem. Sytuacja stała się tragikomiczna, gdy Kurator, opędzając się od użerających się z nim rodziców oświadczył, że pod naciskiem niczego nie podpisze…

Tymczasem nieco przed szóstą po południu, opozycyjni nauczyciele wystawili na piętrze telewizor. Warszawski Ośrodek Telewizyjny podał najpierw informację o strajku w Getcie. Następna wiadomość:

„Strajk w Hucie Lucchini trwa…”3.

Wybuchła, oczywiście, powszechna wesołość.

Jednak strajk nie mógł trwać w nieskończoność i wszyscy o tym wiedzieli. Około godziny szóstej przedarła się przez tłum ekipa „Panoramy” – tym razem naprawdę – i nagrała wypowiedź Paszyńskiego, w której oświadczył, że jeśli w piątek do 9.30 pani Gontarewicz nie ustąpi dobrowolnie, to zostanie zwolniona. W tym momencie strajkujący z ulgą potraktowali tę publiczną wypowiedź jako gwarancję sukcesu i rozległ się ryk radości. W chwilę potem na piętrze jeden z opozycyjnych nauczycieli wezwał do zakończenia strajku. Był kwadrans po szóstej…

Rzeczywistość nie przedstawiała się tak różowo, jak tego oczekiwano. Następnego dnia Dyrektorka kazała zdjąć wszystkie strajkowe plakaty. 23 czerwca uczniom znowu zabroniono wchodzić do szkoły – odbywała się rada pedagogiczna, na której grupa prodyrektorskich nauczycieli usiłowała głosować nad wotum zaufania dla dyrektorki. Jeden z naprędce spisanych, uczniowskich transparentów, głosił:

„Nauczyciele nie dajcie się – w końcu jesteście naszymi pedagogami!”

Nie dali się – wniosku nawet nie poddano pod głosowanie, a rada trwała pięć minut, jednak po jej zakończeniu uczniowie nadal nie mogli wejść do szkoły. Kolejnego dnia, tj 24 czerwca na zakończenie roku drzwi do szkoły znowu były zamknięte, a pani Gontarewicz wywiesiła nowe pismo, informujące, że podanie do dymisji oznaczałoby przyznanie się do klęski, co byłoby niezgodne z prawdą (podano tam liczną statystykę: 1.5 kandydata na miejsce, wymiana zagraniczna itd). Przytoczono także artykuł z „Trybuny”, przedstawiający stanowisko pani Gontarewicz… Tego dnia – zgodnie z zapowiedzią – Włodzimierz Paszyński zwolnił wreszcie dyrektorkę ale radosnych okrzyków nie było. 1 września okazało się, że nową dyrektorką została pani Wolnowska:

„-Żeby nie było pomyłek: nazywam się Wolnowska, jak Wolność…”

-tymi słowami rozpoczynając nowy rok szkolny. Tymczasem okazało się, że pani Gontarewicz nadal jest zatrudniona w szkole, oczywiście nie jako dyrektor ale jako jedna z nauczycielek Języka Polskiego, co miało być daniem szansy. Wszyscy poczuli się oszukani. Pani Cap – na własne życzenie – uczyć miała jedynie w kilku klasach…

Był to jeden z wielu epizodów rozpaczliwych utarczek z rozmaitymi dinozaurami ponoć „minionej” epoki.

1 Informacja własna bez komentarza, CZY W MODZELU BĘDZIE CENZURA? Dyrekcja 40 LO chce wstrzymać PIEPSZA?, w: Piepsz nr 9/91, s.1.

2 Dzień 21 czerwca obserwowałem osobiście od wczesnych godzin popołudniowych. Na ten temat patrz także: Jakub Brodacki, Czerwiec 94 i SuPerMan, A co było dalej, w: „Wydarzenia – międzyszkolny serwis informacyjny” nr 49/94 s.1 – 2.

3 Pewnego dnia miałem okazję obserwować przed Urzędem Rady Ministrów swoistą demonstrację: hutnicy z „Solidarności” usiedli na jezdni i zaczęli walić hełmami o asfalt. Efekt – niesamowity.