ach, szkoła

Jak przetrwać szkołę podstawową? – oto jest pytanie. Może czytając mojego bloga? 😉

Reklamy

Sześciolatki nie pójdą do szkół – komentarz Stanisława Żaryna

Polecam!


Stop fabrykom idiotów

Ponieważ mój blog dotyczy uczniowskich tekstów o szkole, z zainteresowaniem obserwuję rozwój protestu w sprawie wprowadzonej ostatnio tzw. reformie szkolnej, szczególnie w zakresie nauczania historii. Nie podzielam ogólnie przyjętego mitu o tym, jakoby nauczanie szkolne w latach 80-tych było lepsze, a teraz jest dużo gorsze. Z analizy zgromadzonych przeze mnie opinii uczniowskich od 1980 roku wynika, że negatywna opinia o szkole jest nieprzerwanym aż do dzisiaj doświadczeniem pokoleniowym. Niemniej jednak instynktownie czuję, że protesty w sprawie edukacji mają kluczowe znaczenie dla naszej przyszłości i dają pewną nadzieję zmian na lepsze. Dlatego poniżej zamieszczam informację z facebooka o działalności Komitetu Strajków Szkolnych.

Jakub Brodacki

==================================================================================

Strajkujemy przeciwko niszczeniu naszych szans na dobrą edukację! Dołącz do nas!

We wrześniu 2012 roku ma rozpocząć się kolejny etap tzw. „reformy oświatowej”. Szczególnie dotknie on szkoły średnie, powodując drastyczne ograniczenie nauczania zarówno przedmiotów humanistycznych, jak i przyrodniczych. Zdecydowanie sprzeciwiamy się tym zmianom. Uważamy, że pogorszy to stan polskiej oświaty, który i tak jest kiepski. Dlatego zainicjowaliśmy Strajk Szkolny. Mamy dwa postulaty:

1. Żądamy wstrzymania i wycofania się przez rząd z projektowanych zmian.
2. Żądamy, by rząd zainicjował szeroką debatę społeczną na temat kierunków reformy polskiego szkolnictwa, uwzględniając głosy rodziców, nauczycieli, uczniów i specjalistów.

Jesteśmy młodymi Polakami którzy chcą, by szkoła dawała nam możliwość nabywania wiedzy o świecie, pomagała w wychowaniu i kształtowaniu naszej tożsamości. O taką szkołę będziemy walczyć!

Na czym ma polegać akcja?
– na noszeniu przez uczniów i nauczycieli w szkołach biało-czerwonych wpinek z napisem STRAJK SZKOLNY
– na oflagowaniu szkół (tam, gdzie zgodzą się na to dyrekcje)
– 1 czerwca nastąpi kumulacja akcji strajkowej (w jakiej formie, podamy w trakcie trwania strajku)

Etapy akcji strajkowej:

1. Kwiecień – przygotowanie.
a) zbieramy fundusze na akcję strajkową (produkcję wpinek)

Wpinki będą kupowane ze środków Fundacji Inicjatyw Polskich. Wszystkich chcących pomóc zachęcamy do dokonywania wpłat na niżej podane konto:

Fundacja Inicjatyw Polskich
Nr rachunku: 03 1020 1097 0000 7702 0151 9875
W tytule KONIECZNIE proszę wpisać: Strajk Szkolny
Kod SWIFT (dla wpłat z zagranicy): BPKOPLPW

b) Przyjmujemy zgłoszenia od uczniów, nauczycieli i szkół, które zechcą włączyć się w naszą akcję. Zgłoszenia należy przesyłać na maila

strajkszkolny2012@gmail.com

koniecznie według podanego wzoru:
– miejscowość
– pełna nazwa szkoły
– imię i nazwisko osoby zgłaszającej
– informacja o osobie zgłaszającej (uczeń, nauczyciel, dyrekcja szkoły)
– adres do korespondencji

Zachęcamy do zawiązywania Szkolnych Komitetów Strajkowych!

c) prowadzimy intensywną kampanię informacyjną

d) przyjmujemy zamówienia na wpinki strajkowe

e) w drugiej połowie kwietnia rozpoczynamy wysyłkę wyprodukowanych (dzięki zgromadzonym środkom) wpinek do uczniów, nauczycieli, szkół.

2. Na początku maja rozpoczynamy noszenie wpinek i oflagowanie szkół. Cały czas promujemy akcję w mediach, nagłaśniamy nasze postulaty.

3. 1 czerwca robimy kulminację strajku (chyba że rząd wcześniej spełni nasze postulaty). Formę, w jakiej się ona odbędzie, podamy w trakcie trwania strajku.

Czekamy na Wasze zgłoszenia!


Oświaty kaganiec

„Szkoła. Dwutygodnik uczniowski” nr 7/33 dn. 15-31 marca 1987 r., Wrocław, Federacja Młodzieży Walczącej – Międzyszkolny Komitet Oporu

==================================================================================

Niniejszym artykułem rozpoczynamy cykl poświęcony problemom zdobywania wiedzy w PRL. Oświata, wskutek konsekwentnej polityki wynaradawiania Polaków podupadła dziś niemal zupełnie. Zapomniane zostały nasze zasługi i tradycje w krzewieniu oświaty, uczestnictwo młodzieży w jej rozwoju. Negowanie niewątpliwych zasług narodu polskiego i jego najwiekszych świętości nie omija nawet współczesnego ruchu niezależnego. Ludzie, których świadomość polityczna powinna zobowiązywać do walki o Polskę swoimi kosmopolitycznymi wypowiedziami popierają robotę sowieckiej Rosji w Polsce. Pamiętajmy, że spora część społeczeństwa przez ostatnie lata, przyjmowała opinie działaczy podziemia zupełnie bezkrytycznie. Ci z opozycjonistów, którzy otwarcie podnoszą sprawę narodową, są politycznie wyobcowani. Nie jest to przypadek – to efekt ponad dwupokoleniowych rządów sowietów. Naszym celem będzie przywrócenie myśli narodowej należnego jej miejsca w umysłach młodych Polaków.
Gdyby ktoś dał nam teraz w prezencie wolny kraj to przeżylibyśmy wstrząs – do takiego prezentu w ogóle nie dorośliśmy. Stoi przed nami ogrom pracy. Od obowiązku jej podjęcia nie zwalniają nikogo żadne zmiany sytuacji w kraju, gdyż niezależne od niej i niezmienna pozostaje konieczność kształcenia. Zmieniać się powinny jedynie sposoby działania, cel pozostaje ten sam – zachować świadomość, a tym samym swój byt narodowy. Sposobem walki, jaki będziemy w „Oświaty kagańcu” propagować jest NAUKA. Doceniamy konieczność działania, jednak wydaje nam się, że bez przygotowania moralnego i należytej wiedzy jakiekolwiek przedsięwzięcia nie mają sensu.
Na tej stronie zawsze pod tym samym nagłówkiem znajdowac się będą analizy sytuacji, programy działania, historia oświaty w Polsce i innych krajach. Może się zdarzyć, że nie wszyscy czytelnicy „Szkoły” będą się zgadzać z tezami zamieszczanych tu artykułów. Zachęcamy do polemiki z ich autorami, choć zdajemy sobie sprawę z trudności związanych z przekazywaniem tekstów przez kolporterów.

————————————————————————————————————————————————–
NA CZYM STOIMY

O sytuacji oświaty mówi sie wiele. Władza przyznaje się do tego, że jest źle. Nie spotkałem się jednak jak dotąd ze stwierdzeniem prostego faktu – że nie jest to przejaw tymczasowych trudności w resorcie, ale efekt wyjątkowo planowej i konsekwentnej jak na komunę, polityki niszczenia narodu polskiego. To nie przypadek, że przeciętna płaca człowieka, który poświęcił około 18 lat swego życia na naukę stanowi 1/4 zarobków niewykwalifikowanego pracownika fizycznego. To element odstraszania za pomocą bodźców materialnych od podejmowania studiów. Nawet w oficjalnej prasie podkreśla się, że efektem takiego działania będzie zanik inteligencji.
Już teraz w szkołach większość nauczycieli to ludzie zupełnie przypadkowi, niekompetentni, którzy z powodu swych rozlicznych wad nigdy nie powinni byli pracować z młodzieżą. Jeśli więc nawet młody człowiek jest na tyle ambitny, że zdecyduje się na technikum czy liceum, a w perspektywie na studia, to szkoła w jakiej się znajduje z całą pewnością nie zaspokoi jego oczekiwań. Oprócz bowiem tego, że zdobywanie wiedzy po prostu sie nie opłaca, to szkoły średnie i wyższe stoją na tak niskim poziomie (w większości), że skutecznie zniechęca to ambitnych.
Nie jestem przeciwnikiem „robienia pieniędzy”, jest to przejaw zdrowej aktywności społeczeństwa, rozwijające je w pewien sposób. Natomiast źle jest, gdy ludzie inteligentni odchodzą do zawodów, w których ich umysły nie będą zupełnie wykorzystane, za cenę dużej pensji czy mieszkania. To oczywiście naturalne, że tak jest – młodzi ludzie, zakładający rodziny, chcąc usamodzielnić sie finansowo od rodziców, czy nie mając ich poparcia [by] po prostu przeżyć, muszą podejmować dobrze płatną pracę z mieszkaniem za jedyne kilka lat. Taka pracę mogą znaleźć w wojsku, milicji czy „strategicznych” gałęziach przemysłu. Gdzie tu miejsce dla humanistów, którzy w ogóle nie mają pracy (oprócz nauczycielstwa, które wśród studentów stało sie prawie obelgą) jak wygląda rozwój przyszłościowych dziedzin nauki i techniki?
Tak więc koncepcja zrobienia z Polaków narodu bezmyślnych niewolników nie jest wcale daleka od realizacji wskutek długoletniej „pracy” naszych wschodnich braci nad narodem. Sytuacja oświaty jest tragiczna, a plany tutejszych rządców przewidują dalsze ich pogorszenie. Nic nie mogą zmienić ładne reformy, są one przykrywką do sowietyzacji szkoły.

ZA


Komuś spadnie to na głowę

Jakub Brodacki, Komuś spadnie to na głowę, „Forum Gazet Szkolnych” nr 9/1995


Szkoła totalna

 

Czyż ty, który wałęsasz się po ulicach, osiągniesz powodzenie? Idź do szkoły, to będzie z pożytkiem dla ciebie(…) o przewrotny, nad którym mam czuwać – albowiem nie byłbym godzien miana człowieka, gdybym nie czuwał nad synem swoim – rozmawiałem z innymi z naszego rodu, porównywałem jego mężczyzn, ale nie znalazłem żadnego takiego jak ty pomiędzy nimi(…)”.

Sumeryjski tekst zapisany na glinie

Każdy mężczyzna myśli, że spłodzi geniusza. Dla każdej matki dziecko jest spełnieniem jej wszystkich nadziei. Z uczuć rodzicielskich rodzi się napięcie między nauczycielem a dzieckiem, które w miniaturze odzwierciedla napięcie między „władzą” a społeczeństwem. Im to napięcie większe, tym większemu naciskowi wychowawczemu poddawane jest dziecko. Tak pojawia się szkoła totalna, która w sposób totalny organizuje życie młodego człowieka od przedszkola, przez szkołę powszechną i średnią aż do ukończenia studiów, czyli – jeśli zostanie wprowadzony przymus przedszkolny – długich dwadzieścia jeden lat.

Gdy sobie uświadomić ten stan rzeczy, każdego wolnego człowieka musi ogarnąć przerażenie. Weźmy jeszcze do tego liczne korepetycje i zajęcia pozaszkolne, a uświadomimy sobie, że dla dziecka poddanego takiemu procesowi edukacji i wychowania demokracja czy instytucja autorytetu to czysta abstrakcja. Zwłaszcza, jeśli szkoła nie uczy go żadnych form wyrażania woli zbiorowej, jaką są na przykład środki przekazu czy samorząd.

Kiedy chodziłem do szkoły (lata 1982-1994) zapamiętałem szkołę jako instytucję skrajnie represyjną. Jako uczeń zbuntowany w latach 1993-1994 wydawałem międzyszkolną gazetkę pt. „Wydarzenia”, na łamach której pisaliśmy mniej lub bardziej antyszkolne (ale nieanarchistyczne) filipiki, zastanawiając się w naszym gronie – a także w gronie działaczy uczniowskich z warszawskich liceów – na czym polega represyjna natura tego systemu i w jaki sposób ją zmienić. Wszelkie wypowiedzi o szkole i systemie edukacji do tej pory wywołują we mnie żywy rezonans. Martwi mnie pomysł wprowadzenia obowiązku przedszkolnego. Irytują mnie na równi wypowiedzi prawicowych ideologów, którzy zachęcają aby „smarkaczy wziąć za pysk”, jak i ideologów lewicowych, którzy chcą przymusić uczniów do przyjęcia światopoglądu politycznie poprawnego, a jeśli tylko wykonują zawód nauczycielski – w razie oporu stosują różne, zawoalowane represje.

W obu tych przypadkach problemem nie jest ideologia wyznawana przez owych ideologów, lecz sama możliwość indoktrynowania młodzieży. Przerażające jest to, jak wielu jest wśród nauczycieli niespełnionych ministrów, prezydentów i w ogóle mężów stanu. Jak łatwo jest im pełnić te role wobec zupełnie bezbronnych i naiwnych uczniów!

Przyjrzyjmy się klinicznemu przypadkowi działalności owych niespełnionych mężów stanu na przykładzie nieprzyjemnej afery, która wybuchła w renomowanym podówczas XVIII Liceum Ogólnokształcącym im. Jana Zamoyskiego w Warszawie. Mimo rozmaitych „obiektywnych” trudności środowisko uczniowskie wyprodukowało tam trzy gazetki na raz: „Paradoks” (gazeta opinii), „Smuty Bagienne” (zdecydowanie antyszkolne, o światopoglądzie liberalnym) i „Chwilę” (pronauczycielską), a zarazem mającą aspiracje prawicowe. Twórcami „Paradoksu” byli uczniowie Farhat Khan i Grzegorz Jakacki. Skupili wokół siebie liczne grono uzdolnionych publicystów. „Paradoks” wzorował się organizacyjnie na „Gazecie Wyborczej”; posiadał wydanie ogólnowarszawskie oraz dodatki w różnych okresach do poszczególnych szkół: XVIII L.O. im.Zamoyskiego, XXIV L.O. im. C.K.Norwida oraz LXXIX L.O. „ekologicznego”, co pod czułą opieką Farhata Khana stanowiło wcale pokaźny uczniowski „koncern” prasowy. W 1993 wybuchł konflikt między nauczycielami a uczniami. Jak czytamy w artykule opublikowanym w „Paradoksie”,

Już swojego pierwszego dnia nauki w szkole jeden z pierwszoklasistów warszawskiego liceum (tzw. renomowanego i na dodatek z tradycjami) przeżył szok: próbował dostać się do szkoły, a mu nie pozwolono, bo nie miał zmiany obuwia (typ obuwia: espadryl). Obstawa składająca się z bewzględnych dyktatorów i hałaśliwych porządkowych wskazała mu drzwi wejściowe mówiąc: nie masz zmiany, to marsz do domu po zmianę, bo inaczej nie wpuścimy!”1.

Autor artykułu pisał pod pseudonimem (nazwiska nie podaję, gdyż mnie o to kiedyś wyraźnie prosił), gdyż, oczywiście, obawiał się represji ze strony opisanych wyżej „dyktatorów”. Cała sprawa zakrawałaby na śmieszną, gdyby nie to, że jest ona symptomatyczna dla całego systemu przymusowej edukacji. Jak czytamy dalej:

Ogniskiem, które skupiło najwięcej »jadu ludowego« był (jest?) nowo wybrany wicedyrektor. Prawdopodobnie z racji tej, iż stał się on najbardziej bezwzględnym egzekutorem »stanowionego prawa«, a lud, jak to ma w zwyczaju od niepamiętnych czasów, lubi mieć w przypadku jakiegoś »nieszczęścia« swojego »kozła ofiarnego«. Przeczucia ludu, iż to wszystkiemu winien jest nowy wicedyrektor, potwierdzali niektórzy liberalni dyktatorzy, udając przed ludem (świadomie czy nieświadomie), że jakoby ich wpływ na decyzję dyktatury był prawie żaden”2.

Nie wchodząc w upokarzającą dla uczniów (dumnych ze swojej renomowanej szkoły i w związku z tym niemile zaskoczonych idiotycznym zarządzeniem) naturę tego konfliktu, zauważymy bez trudu, że szkoła jest poletkiem doświadczalnym, zarówno uczniów, jak i nauczycieli, w którym testuje się w małej skali rozmaite procesy świata dorosłych. Jednym z ważnych doświadczeń, jest istnienie czegoś w rodzaju „państwa” szkolnego, którego głową jest dyrektor, senatem (albo radą ministrów) – grono pedagogiczne, zaś „ludem” – uczniowie. Panujący w szkole ustrój jest teoretycznie republikański, oparty na zasadzie autorytetu nauczyciela. Gdyby był inny – uczniowie z zasady nie uczęszczali by do szkoły zbyt chętnie. Ale w każdej republice może się też pojawić dyktatorski rząd, który wbrew interesom ludu, uzurpuje sobie prawo do rozkoszowania się łatwo zdobytym zaufaniem i władzą, do wymuszania autorytetu w sposób nieuprawniony (władza autorytarna).

W republice tyrańskiej, „espadrylistycznej” uczniowie są faktycznie kimś pomiędzy klientami a poddanymi nauczycieli, którzy pełnią z kolei rolę oligarchów. Uczniowie traktowani są jak motłoch, a oligarchia nauczycielska wykorzystuje ich do swoich rozgrywek personalnych. Maturzyści stykają się z taką konstatacją, wyrażoną wprost, w dziele Gombrowicza pt. Ferdydurke. Widać tam, jak szkoła każe uczniom walczyć ze sobą, jak nimi manipuluje. Gombrowicz pokazuje, że bierni umysłowo uczniowie nie zdają sobie sprawy z tej manipulacji. Zwolennikom Miętusa nie przyjdzie na przykład na myśl, że można by obalić szkołę, zamiast kłócić się z Syfonem.. Espadrylizm, to upokarzanie uczniów absurdalnymi zarządzeniami, stwarzanie wyimaginowanych „problemów” po to, by uczniów czymś zająć, by była dla nauczycieli okazja do rozmaitych „gestów”, „zajmowania stanowisk” i „wzniosłych słów”. Dla mnie jako osoby dorosłej byłoby głęboko upokarzające, gdyby moje dziecko (którego póki co nie mam) zostało poddane takiej manipulacji. Dlaczego? Dlatego, że chciałbym wychować wolnego obywatela, świadomego swych praw i dobrowolnych obowiązków wobec Ojczyzny, takiego, który wybierze swój autorytet dobrowolnie, a nie pod przymusem. Dlatego też z pewnością nie posłałbym dziecka do obowiązkowego przedszkola. Taka „socjalizacja” potomka nie jest mi potrzebna.

W latach 90-tych prasa chętnie informowała o przypadkach samobójstw wśród uczniów, spowodowanych zatargami z nauczycielami. Dzisiaj dyskurs medialny toczy się między zwolennikami mundurków szkolnych a ideologami praw mniejszości seksualnych do „edukowania” młodzieży. Jednym słowem albo szkoła stała się dla uczniów tak przyjemnym miejscem, że można się zająć jej profilem ideologicznym, albo też postanowiono wziąć się za „ostateczne rozwiązanie” kwestii uczniowskiej – to znaczy wykorzystać istniejące możliwości indoktrynowania młodzieży. To ostatnie wydaje mi się bardziej prawdopodobne. Opowieści kolegów-nauczycieli o rozwydrzonej młodzieży są zapewne prawdziwe, choć mam wrażenie, że jest to zwyczajne moralizatorstwo i efekt normalnych dla każdego nauczyciela stresów. Zbyt często zapomina się o tym, że stłoczenie młodych przez minimum kilkanaście lat życia w takim niezdrowym miejscu jak szkoła i przedszkole jest patologią samą w sobie (behawior w warunkach ekstremalnych).

I że faktycznie oznacza pozbawienie rodziców lwiej części ich praw rodzicielskich. Niestety często za ich bierną lub aktywną zgodą.

Jakub Brodacki


1 „Espadryl – przyczynek do samorządności uczniowskiej”, w: „Paradoks” listopad 1993, s.1. Cytowana gazeta jest w moim posiadaniu.

2 Tamże, s.4.