Narzekania na szkołę są powszechne

Cykl: Oświaty kaganiec

„Szkoła. Dwutygodnik uczniowski” nr 9/35 1-15 maja 1987 r., Wrocław, Federacja Młodzieży Walczącej – Międzyszkolny Komitet Oporu

 

===================================================================================

 

Narzekania na szkołę są powszechne. Uczniowie nienawidzą swoich szkół, chodzenie do nich przyprawia ich o ciężkie stresy, a nierzadko i o nerwice. Do normalnych obciążeń, związanych ze zdumiewającym systemem zdobywania wiedzy w naszym kraju, dochodzą utrudnienia „ideowo-wychowawcze”, komunistyczna szkoła łamania charakterów. Nie wnikając w przyczyny powyższych zjawisk można stwierdzić, że w związku z nimi młodziez polska nie lubi sie uczyć.
Taki stan rzeczy trwa już od dłuższego czasu, a z całą pewnością pogłębiany będzie przez stopniowe i nieubłagane wprowadzanie tzw. reformy oświaty. Uczniów (naprawdę bardzo nielicznych), którzy osiągają wyższe od przeciętnych wyniki w nauce, otacza atmosfera nieufności i niezrozumienia. Wzorzec „zdrowej trójki”, powszechny w szkołach, jest już równiez plaga wyższych uczelni. Choć można to tłumaczyć jako efekty celowego działania władz, którym nie na rękę jest rządzenie mądrym i wykształconym narodem, jednakże to nas nie usprawiedliwia. Nie usprawiedliwia zaniku ambicji, woli walki, żądzy wiedzy, która niegdyś cechowała nasz naród. Cóż z tego, że Polacy zagranica dokonują cudów – nie wszyscy przecież wyjadą, a poza tym, jaki jest poziom moralny ogromnej wiekszości współczesnych emigrantów? My musimy przetrwać tutaj; gdy nie możemy czołgom przeciwstawić innej broni – walczmy nasza inteligencja.
Wielka odpowiedzialnośc spoczywa na nauczycielach. Pomijam tu tych skomunizowanych, których posłannictwem i dziełem życia jest ogłupianie nas. Ta odpowiedzialność spoczywa na tych bardzo nielicznych w szkołach, świadomych pedagogach-patriotach, któzy wbrew często nam samym powinni przekazywać nam wiedze w swoich dziedzinach, jednocześnie kształtując nasze charaktery. Im mniej jest takich nauczycieli, tym wiekszy spoczywa na nich obowiązek. Te problemy wymagają osobnego artykułu. Tu chciałbym jedynie zaznaczyć, że wystarczy jeden taki wychowawca, którego osobowość i wiedza stanowia wzór dla młodziezy, aby wiekszość uczniów poczuła się zobowiązana do wiekszej pracy nad sobą. To przecież wstyd wygłupić sie przed takim człowiekiem.
Przeszkadza nam brak dobrych nauczycieli, zły system szkolnictwa, itd, itp. A jak jest z nami samymi? Czy wykorzystujemy te wszystkie szanse, jakie daje nam nasze kochane socjalistyczne państwo? Bo możliwości, mimo wszystko, mamy mnóstwo. Porównajmy chociażby obecne czasy z okresem rozbiorów. Nastąpił wówczas wspaniały rozkwitkultury, sztuki, inicjatyw społecznych. A przecież przez większość czasu twórcy naszej ówczesnej myśli narodowej uczyli sie w szkołach o obcym języku; jej rozwój był hamowany przez drakońskie prawa zaborców. Wszelkie działania polityczne powodowały natychmiastowe i bardzo surowe represje policyjne. Powiecie – tak, ale to nie były państwa totalitarne, a nasz słodki PRL wraz ze swoimi pobratymcami do takich się zalicza. Zgoda, z tym, że przyznać jednak należy, że tych możliwości (choćby do nauki) mamy więcej obecnie. mamy możliwośc nauki w ojczystym języku, nauki powszechnej i bezpłatnej – a to też dośc wiele, mamy niemalże pełny dostęp do najnowszych zdobyczy nauki, podobnie z literatura polską, trochę gorzej z zagraniczną. Nie chcę tutaj wychwalać komuny, chcę jedynie wykazać, jak wiele leży przed nami niewykorzystanych możliwości. Czy to jest nasza stała cecha, że samkuje nam tylko to, co zakazane? może to zabrzmi trochę dziwnie w podziemnej, bądź co bądź gazecie, ale [nieczytelne] się trochę wokół siebie – ile można zrobić legalnie!
Czy nie warto było dzisiaj na przykłąd wysłuchać wykładu profesora X, który choć uczy w komunistycznej szkole, to jednak mógł mówić coś ciekawego; czy nie warto było pójść na imprezę kulturalną, z której wymówiliśmy się brakiem czasu? Ilu książek nie przeczytaliśmy w tym roku, ile przedstawień teatralnych opuścilismy, ile ominęlismy „nudnych” tematów z polskiego czy historii? Czy w ogóle jeszcze coś Cię martwi, cieszy, czy jesteś w ogóle w stanie na coś zareagować – NIE, nie zgadzam się, czy tez powiedzieć – TAK, popieram cię?!
Czy nie stajesz się powoli rośliną?..

ZK

Reklamy

Profesor Legutko o edukacji w Polsce

Bardzo szanuję Pana Profesora za wiedzę, temperament, działalność i poglądy polityczne. Ostatnio opublikował interesujący artykuł o stanie polskiej edukacji w roku 2011 (podaję linka do wersji opublikowanej na portalu wpolityce.pl). Szkołę na szczęście skończyłem już dawno i także na szczęście nie jestem pedagogiem. Nie jestem też żadnym specem od edukacji, tylko kolekcjonerem uczniowskich opinii o szkole, zarówno tych które znam z gazetek szkolnych, jak i tych publikowanych w internecie. Z lat 80, 90 i z XXI wieku. Czytelnik może się z nimi zapoznać w zakładce antologia/uczniowie o szkole. Z ich lektury wyłania się obraz nieco inny, niż ten przedstawiony przez profesora. Poniżej przedstawię coś w rodzaju szkicowego konspektu polemiki z tezami profesora, napisanego na gorąco, ad hoc i bez głębokiego namysłu.

Jak napisał Profesor, pani minister Hall przyświeca ogólne hasło, że „szkoła przeładowana książkową wiedzą hamuje ucznia”. Chwalebne hasło! Niestety, czytając uczniowskie blogi mogę tylko powiedzieć, że uczniowie w dalszym ciągu nienawidzą szkoły za nadmiar niepotrzebnych informacji. A więc jeśli minister Hall wyznaje hasło odciążenia programu nauczania, to czyni tak zapewne dla poklasku, natomiast rzeczywista polityka oświatowa jest zupełnie inna.

Zdaniem Legutki, współczesna szkoła kieruje się zasadą partnerstwa, co on sam uważa za żart. Profesor Legutko stwierdza, że „Szkoła zapewni mu [uczniowi] ten rozwój, pytając go o zdanie, jakie są jego zainteresowania (bo oczywiście nie można nic narzucać – bo to nie po partnersku), zachęcając go jedynie do czytania, a nie każąc mu czytać, pytając go, co chce w szkole robić bądź nie robić. A na koniec zada pytanie, czy czuje się rozwinięty”. I znów – wracając do lektury uczniowskich blogów – nie widzę tego co widzi profesor Legutko ze swej katedry.

Kolejny cytat: „Mam nadzieję, że podobną drogą nie pójdzie minister zdrowia i nie nakaże pytać pacjenta, jak uważa, co lekarz powinien teraz zrobić, jakich leków użyć, jaki zabieg przeprowadzić? Tylko, broń Boże, niczego mu – uczniowi, pacjentowi – nie narzucać, bo to przemoc, która gasi kreatywność, zubaża i stanowi przejaw niczym nieuzasadnionej, wpędzającej we frustrację wyższości”. Problem w tym, że porównanie ucznia do pacjenta jest wysoce niestosowne. Zwłaszcza, że dla wielu uczniów szkoła jest przedsionkiem do wizyt u psychoterapeuty.

 I znowu: „Doprawdy niepojętym jest przekonanie, że zniesienie przymusu uwalnia w człowieku nieskończone siły twórcze, erupcję ukrytych talentów. Zdrowy rozsądek podpowiada, że sytuacja taka w większości skutkować będzie beztroskim pogrążeniem się w lenistwie bądź niewyszukanej zabawie”. No i tu niestety ręce mi opadły. Profesorze! Litości! Czy ma Pan na myśli także ludzi dorosłych? Bo jeśli tak, to istotnie żadna postać wolnego ustroju nie jest nam potrzebna… A gdzie wychowanie do demokracji? Gdzie nauka działania w grupie i wyrażania poglądów na forum publicznym? Gdzie te wszystkie cele klasycznej szkoły, opartej na wzorcach łacińskich, które czynią z nas obywateli?

Ale muszę też powiedzieć in plus, że zazwyczaj z tekstami konserwatystów mam ten problem, iż w miarę pogłębiania lektury dostrzegam w nich wiele mądrości. Legutko na przykład stwierdza „Skądinąd frapujące jest to, że za rozkwitanie dzieci w innowacyjności i różnorodności bierze się ekipa twardogłowych edukatorów, którzy niczym się od siebie nie różnią, bo jedyne, co potrafią, to nieustanne powtarzanie kilku odartych już dawno z jakiegokolwiek znaczenia zawsze tych samych zdań wystarczających za odpowiedź na każde możliwe pytanie o szkołę, a ich innowacyjność poparta jest nie wiadomo czym, bo z pewnością nie autorstwem choćby jednego z tych przytaszczonych z zagranicy zdań-zaklęć”. Tak, mnie też zawsze frapowało to, w jaki sposób polska szkoła ma być bardziej przyjazna dla dzieci, jeśli gros nauczycieli (nawet tych młodszych) ma lewicowo-zamordystyczne poglądy rodem z głębokiego PRL-u.

Niestety często też odnoszę wrażenie, że metody tych nauczycieli wprost utrafiają w gusta konserwatystów – i miałem na tym punkcie starcia jeszcze z młodymi konserwatystami w latach licealnych. Panie Profesorze! Jedną z widocznych i zdumiewających cudzoziemców cech szlachty polskiej w okresie renesansu i baroku było to, że ona się nikogo nie bała, stała prosto, prosto patrzyła w oczy i mówiła prawdę, nie krętaczyła. Ostatnie wybory pokazały, że w Polsce brakuje wychowania do wolności i wychowania do odwagi. Uczeń polski uczy się w polskiej szkole strachu, dorośli – przerażeni perspektywą wojny z Rosją – otaczają go strachem, a ulgi w tym strachu szuka w szeroko rozumianej pop-kulturze. Jeżeli tego nie zmienimy, to – powtórzę sam siebie: „budowa niepodległego państwa polskiego będzie niczym brnięcie po pas w zaspie śnieżnej”!

Jakub Brodacki


Samorząd. Pierwsze S

„Szkoła. Dwutygodnik uczniowski” nr 8/34 dn. 15-30 kwietnia 1987 r. Wrocław, Federacja Młodzieży Walczącej – Międzyszkolny Komitet Oporu

=================================================================================
Dzisiaj zajmiemy się kontaktami między samorządami wrocławskimi. Jest to najbardziej nielubiana przez władze oświatowe i SB dziedzina działalności naszej organizacji. Jak uczy doświadczenie za działania takie spotykają uczestników największe represje (przesłuchania i rewizje). Jednak prawo pozwala na takie kontakty i należy sobie uświadomić, iż korzystanie z tego prawa jest bardzo ważne dla całokształtu naszej działalności. Kontakty takie potrzebne są nam aby:
– podejmować wspólne przedsięwzięcia dotyczące np. wspólnego końca roku szkolnego, dnia licealisty itp.
– wymieniać informacje i doświadczenia płynące z bieżącej działalności
– wspólnie wystosować do władz petycje, oświadczenia itp.
– podejmować wspólną taktykę dotyczącą określonego problemu np. wolnych sobót.
– informować o posunięciach Dyrekcji dotyczących represjonowania uczniów itd.
– nawiązywać więzy towarzyskie wśród działaczy samorządów.
Widzimy więc, że nasza działalność bez wychodzenia na zewnątrz szkoły byłaby tylko cząstkową, nie obejmowałaby całości zagadnień. jako przykład wspólnych działań samorządów wrocławskich przytoczę historię mającą miejsce w kwietniu ubr.
Na wieść o nadchodzącej reformie szkół średnich samorządy postanowiły spotkać się razem i omówić ten bulwersujący problem. Pomimo sprzeciwu władz co do spotkania samorządów i nacisków utrudniających to spotkanie, Sejmik taki jednak się odbył. W dn. 24.04.1986 r. wystosowano do władz państwowych oświadczenie zawierające stanowisko samorządów w sprawie zmian programu nauczania. Oświadczenie to zostało wysłane do Sejmu, MOiW oraz do prasy. W odpowiedzi władze nie mogły posunąć się do użycia środków bezprawnych i represje ograniczyły się tylko do rozmów z uczniami podpisanymi pod petycją.
Z utęsknieniem czekam na podobną inicjatywę obecnych samorządów. Na razie bowiem jest kilka problemów nierozwiązanych, a dotyczących spraw całego szkolnictwa (nie tylko wrocławskiego). Chodzi mi przede wszystkim o problem wolnych sobót, praktyki robotniczej w liceach (czy praktyka nie może polegać na wyrobieniu prawa jazdy lub przeprowadzeniu kursu maszynopisania). Sprawa ta zależy tylko od waszej pomysłowości i inwencji. I to co najważniejsze. Spotykajcie się nie tylko po to, aby przedyskutować konkretne sprawy. Spotykajcie się także w kawiarniach, teatrach, na wycieczkach, by władze wiedziały, że samorządy wrocławskie to jedność, że organizacji tej nie da się zniszczyć ani zastraszyć. Gdy będziemy o tym pamiętać na pewno Wam się uda wywalczyć szkołę trochę [sic!] bliższom naszym ideałom.

cdn


Moja szkoła cz. 2

Moja szkoła cz. 2

„Szkoła. Dwutygodnik uczniowski” nr 8/34 dn. 15-30 kwietnia 1987 r., Wrocław, Federacja Młodzieży Walczącej – Międzyszkolny Komitet Oporu

===================================================================================

EZN. Dyr. Szydłowski jako były UBek ma do dziś chody na Muzealnej. Interesujące sa np. jego powiązania z płk. Lejcewiczem oraz z panem Grzegorzem (nazwiska nie ustaliliśmy) oficjalnym opiekunem EZN z ramienia WUSW. Na marginesie warto dodać, że każda szkoła ma swojego „opiekuna” z tej „placówki opiekuńczej”. Nie ma też właściwie tygodnia, żeby w szkole nie pojawił się jakiś funkcjonariusz. Istotną inwazję szkoła przeżywała 16.12 ubr. kiedy to paru panów zbierało ulotki na terenie szkoły.
W szkole panuje drażliwa atmosfera. Uczniowie, a przede wszystkim nauczyciele są zastraszeni. Nie ma żadnej tolerancji dla osób wierzących. Jedna z sekretarek nosząca krzyżyk na łańcuszku otrzymała ustną uwagę „w szkole nie musi się pani aż tak afiszować”. Po zabójstwie ks. Jerzego [sic!] Popiełuszko dyr. zabawiał się w cenzora. W jednej z audycji nagrywanych przez uczniów znajdował się wiersz wydany oficjalnie, a jeden z fragmentów tego wiersza brzmiał: „żołnierz, który uderzył księdza w twarz”. Na kilka minut przed nadaniem audycji dyrektor nakazał wyciąć dany wiersz, audycję zmiksowano i puszczono przez radiowęzeł. Natomiast w poprzednich latach przed każdą milczącą przerwą w dn. 13.12 ur[zą]dzał obchód po klasach, uświadamiając młodzież „…nie zajmujcie się tym, politykę z [os]tawcie dorosłym. To kręgi kościelne i klerykalne podtrzymują działalność ekstremy i [gar]stki prowokatorów wykorzystując was do sw[o]ich celów. Grupy oazowe zrzeszają nielegalnie działającą młodzież, ja tego tutaj tolerować nie będę!”.
Jeżeli chodzi o innych nauczycieli to należy przytoczyć nazwisko dyr. ds. tech. Z. Kolano oraz prof. Misterka, ideowych i wi[e]rzących z powołania i zamiłowania w komunizm. Reszta nauczycieli jest zastraszona, jeżeli należy do partii to tylko dlatego, że zostali zmuszeni. Tylko nielicznym udało się zachować swoją godność.
Ludzie terroryzowani przez pare lat zd[ą]żyli sie już przyzwyczaić. Trzeba dużo, naprawdę dużo wysiłku, żeby ich wyrwać z tego l[e]targu i otępienia. Jest jednak nadzieja. Sam[a] widziałam jak pierwszoklasiści wydzierali sobie broszury „Witamy w komunistycznj szkole” i ulotki. Myślę jednak, że trzeba postawic właśnie na nich, póki nie opanowało ich jeszcze uczucie lęku i beznadziejności w szkołę o innym obliczu niż obecna.

JOLKA


Oświaty kaganiec

„Szkoła. Dwutygodnik uczniowski” nr 7/33 dn. 15-31 marca 1987 r., Wrocław, Federacja Młodzieży Walczącej – Międzyszkolny Komitet Oporu

==================================================================================

Niniejszym artykułem rozpoczynamy cykl poświęcony problemom zdobywania wiedzy w PRL. Oświata, wskutek konsekwentnej polityki wynaradawiania Polaków podupadła dziś niemal zupełnie. Zapomniane zostały nasze zasługi i tradycje w krzewieniu oświaty, uczestnictwo młodzieży w jej rozwoju. Negowanie niewątpliwych zasług narodu polskiego i jego najwiekszych świętości nie omija nawet współczesnego ruchu niezależnego. Ludzie, których świadomość polityczna powinna zobowiązywać do walki o Polskę swoimi kosmopolitycznymi wypowiedziami popierają robotę sowieckiej Rosji w Polsce. Pamiętajmy, że spora część społeczeństwa przez ostatnie lata, przyjmowała opinie działaczy podziemia zupełnie bezkrytycznie. Ci z opozycjonistów, którzy otwarcie podnoszą sprawę narodową, są politycznie wyobcowani. Nie jest to przypadek – to efekt ponad dwupokoleniowych rządów sowietów. Naszym celem będzie przywrócenie myśli narodowej należnego jej miejsca w umysłach młodych Polaków.
Gdyby ktoś dał nam teraz w prezencie wolny kraj to przeżylibyśmy wstrząs – do takiego prezentu w ogóle nie dorośliśmy. Stoi przed nami ogrom pracy. Od obowiązku jej podjęcia nie zwalniają nikogo żadne zmiany sytuacji w kraju, gdyż niezależne od niej i niezmienna pozostaje konieczność kształcenia. Zmieniać się powinny jedynie sposoby działania, cel pozostaje ten sam – zachować świadomość, a tym samym swój byt narodowy. Sposobem walki, jaki będziemy w „Oświaty kagańcu” propagować jest NAUKA. Doceniamy konieczność działania, jednak wydaje nam się, że bez przygotowania moralnego i należytej wiedzy jakiekolwiek przedsięwzięcia nie mają sensu.
Na tej stronie zawsze pod tym samym nagłówkiem znajdowac się będą analizy sytuacji, programy działania, historia oświaty w Polsce i innych krajach. Może się zdarzyć, że nie wszyscy czytelnicy „Szkoły” będą się zgadzać z tezami zamieszczanych tu artykułów. Zachęcamy do polemiki z ich autorami, choć zdajemy sobie sprawę z trudności związanych z przekazywaniem tekstów przez kolporterów.

————————————————————————————————————————————————–
NA CZYM STOIMY

O sytuacji oświaty mówi sie wiele. Władza przyznaje się do tego, że jest źle. Nie spotkałem się jednak jak dotąd ze stwierdzeniem prostego faktu – że nie jest to przejaw tymczasowych trudności w resorcie, ale efekt wyjątkowo planowej i konsekwentnej jak na komunę, polityki niszczenia narodu polskiego. To nie przypadek, że przeciętna płaca człowieka, który poświęcił około 18 lat swego życia na naukę stanowi 1/4 zarobków niewykwalifikowanego pracownika fizycznego. To element odstraszania za pomocą bodźców materialnych od podejmowania studiów. Nawet w oficjalnej prasie podkreśla się, że efektem takiego działania będzie zanik inteligencji.
Już teraz w szkołach większość nauczycieli to ludzie zupełnie przypadkowi, niekompetentni, którzy z powodu swych rozlicznych wad nigdy nie powinni byli pracować z młodzieżą. Jeśli więc nawet młody człowiek jest na tyle ambitny, że zdecyduje się na technikum czy liceum, a w perspektywie na studia, to szkoła w jakiej się znajduje z całą pewnością nie zaspokoi jego oczekiwań. Oprócz bowiem tego, że zdobywanie wiedzy po prostu sie nie opłaca, to szkoły średnie i wyższe stoją na tak niskim poziomie (w większości), że skutecznie zniechęca to ambitnych.
Nie jestem przeciwnikiem „robienia pieniędzy”, jest to przejaw zdrowej aktywności społeczeństwa, rozwijające je w pewien sposób. Natomiast źle jest, gdy ludzie inteligentni odchodzą do zawodów, w których ich umysły nie będą zupełnie wykorzystane, za cenę dużej pensji czy mieszkania. To oczywiście naturalne, że tak jest – młodzi ludzie, zakładający rodziny, chcąc usamodzielnić sie finansowo od rodziców, czy nie mając ich poparcia [by] po prostu przeżyć, muszą podejmować dobrze płatną pracę z mieszkaniem za jedyne kilka lat. Taka pracę mogą znaleźć w wojsku, milicji czy „strategicznych” gałęziach przemysłu. Gdzie tu miejsce dla humanistów, którzy w ogóle nie mają pracy (oprócz nauczycielstwa, które wśród studentów stało sie prawie obelgą) jak wygląda rozwój przyszłościowych dziedzin nauki i techniki?
Tak więc koncepcja zrobienia z Polaków narodu bezmyślnych niewolników nie jest wcale daleka od realizacji wskutek długoletniej „pracy” naszych wschodnich braci nad narodem. Sytuacja oświaty jest tragiczna, a plany tutejszych rządców przewidują dalsze ich pogorszenie. Nic nie mogą zmienić ładne reformy, są one przykrywką do sowietyzacji szkoły.

ZA


Historia

„Dzwonek. Pismo młodzieży szkolnej” nr 12 z dn. 18 grudnia 1989 r., Bielsko-Biała

=================================================================================

Począwszy od bieżącego numeru, pragniemy prezentować Wam twórczość literacką młodzieży Podbeskidzia. Przedstawioną poniżej historyjkę zaczerpnęliśmy ze zbioru prac nadesłanych na konkurs „LIPA ’88”.

HISTORIA

Dzwonek. Weszliśmy do klasy bez słowa. Usiedliśmy w ławkach. Nauczyciel wszedł, posadził swoje ciało na stołku. Ledwo otwierając usta i przekręcając nazwiska, sprawdził obecność. Przewrócił kilka kart dziennika i otworzył na paragrafie HISTORIA. Palec zaczął jeździć z góry na dół. Powietrze zamarło w bezruchu, soki żołądkowe skakały jak oszalałe, serce biło dwa razy szybciej, odbijając się za każdym uderzeniem od wątroby. Adam położył ręce na ławce i wtulił w nie głowę. Może chciał zajrzeć do zeszytu?

– Albo… nie będę dzisiaj pytał.

Krew od razu poczęła krążyć w swoim kierunku. Szturchnąłem Adama. Ręka rozkurczyła się i z dłoni wypadł długopis. Zamknąłem mu powieki. Długopis oddałem rodzinie.

Jarosław Szymański


Praktykant – to brzmi dumnie

„Dzwonek. Pismo młodzieży szkolnej” nr 12 z dn. 18.12.1989 r. Bielsko-Biała

=======================================================================

Od wielu już lat, uczniowie szkół technicznych przygotowywani są do wykonywania zawodu na stanowisku technika. Oprócz zajęć teoretycznych, na które składa się szereg przedmiotów zawodowych, młodzi ludzie muszą zapoznają się z tematem podczas tzw. „zajęć praktycznych”. Brzmi to bardzo poważnie, ale każdy wie, że teoria nie chodzi w parze z praktyką.
Już ponad cztery lata jestem uczniem Technikum Budowlanego. Gdy rozpocząłem naukę i po raz pierwszy udałem się na szkolenie BHP, poprzedzające właściwe zajęcia, wierzyłem, że to mi się przyda. Jak było w rzeczywistości?
Przeżyłem szok, gdy dostałem zadanie pozamiatania szatni. Kolejne godziny praktyki wypełniło usuwanie stosu desek i gruzu, który zagradzał wejście do piwnicy. Trudno było mi pojąć „po jakiego grzyba” przyszły technik zamiast poznawać technologię przy boku doświadczonego majstra, musi sprzątać plac budowy. Po kilku miesiącach „praktyka” stała się dla mnie miejscem, na którym mogłem spotkać się z brakiem kultury i chamstwem. Gdzie była konkretna nauka? Do teraz nie mogę sobie na to odpowiedzieć; zniechęciłem się do pracy w budownictwie.
Dopiero w drugiej klasie praktyka stała się bardziej konkretna. W zakładzie prefabrykacji wykonywaliśmy elementy żelbetowe. Praca ciekawa choć ciężka.
Przez cały czas nauki w technikum rozmawiałem wiele z kolegami. Dowiedziałem się że na innych budowach sytuacja jest równie niedobra. Sprzątanie i inne prace pomocnicze denerwowały nas. Nauczyciele straszyli, że po przyjęciu do pracy każdy robotnik będzie chciał udowodnić swą wyższość, a my z naszym przygotowaniem zawodowym będziemy lekceważeni. Trudno się dziwić że wielu po ukończeniu szkoły, z dyplomem w kieszeni pracuje w innych zawodach. Praktyka „umysłowa” w klasie V polega na piciu herbaty lub kawy w biurze. To nie jest żaden żart. Każdy z nas traktuje ten jeden dzień w tygodniu jako odpoczynek. Jedynym zajęciem jest wypełnianie świstków w zastępstwie przełożonego, który akurat wyszedł do sklepu, bo „rzucili” towar.
Ale dość narzekania.
Chcę zwrócić uwagę na to, że istnieje wiele przedsiębiorstw prywatnych, które gwarantowałyby z jednej strony solidne przygotowanie praktyczne, a z drugiej niezły zarobek (sprawa ważna dla młodego człowieka). Takie wyjście jest realne, tylko nikt o tym nie myśli, bo i po co. Dobrze jest jak jest.
Ciągle jeszcze wielu młodych techników przystępuje do pracy z „bladym” pojęciem o tym, jak ona powinna wyglądać. Jak ktoś taki może nadzorować wykonanie fundamentów, skoro tylko o tym słyszał od nauczyciela, lub czytał w podręczniku.
Dzisiaj, gdy sytuacja polskiego budownictwa przypomina pośpieszną ewakuację pod gęstym ostrzałem, każdy młody i zdolny technik jest na wagę złota. Jednak musi minąć wiele lat, zanim zrozumie on, co jest grane.

SKY R.