Sześciolatki nie pójdą do szkół – komentarz Stanisława Żaryna

Polecam!

Reklamy

Kuba Wojewódzki przyjechał po nasze dzieci

Tekst blogera Toyaha. Publikuję za zgodą autora. Dla mnie jest to przykład do czego niestety może służyć masowa edukacja szkolna. (link do tekstu: http://toyah1.blogspot.com/2012/04/kuba-wojewodzki-przyjecha-po-nasze.html).

======================================================================================

Jest poniedziałek, a więc kolejny tydzień i kolejne szanse. W dodatku pogoda idealna, ciepło a zarazem rześko w powietrzu, na niebie troszkę chmur, trochę słońca – chce się żyć. Chce się wierzyć. Poza tym, wiosna, a więc, jak to ładnie podkreślił w minioną sobotę Jarosław Kaczyński, lato za pasem, a z latem musi nadejść sierpień. Inaczej być nie może.
Z samego rana poszedłem z psem mojej młodszej córki na spacer, a tam jeszcze ładniej, bo to i zielona trawa, nowiutkie liście na drzewach, gdzieniegdzie woda po nocnych deszczach, a więc również trochę miłych wrażeń dla samego zwierzęcia.
I oto nagle w tym niemal świątecznym nastroju otrzymałem esemesową wiadomość od właścicielki psa, z informacją, że w mieście przebywa Kuba Wojewódzki, w związku z czym nauka w katowickich liceach została zawieszona i cała młodzież została wysłana na spotkanie z ową gwiazdą polskiego dziennikarstwa. Esemes obok owej sensacyjnej informacji zawierał do mnie prośbę, żebym natychmiast się z moim dzieckiem skontaktował.
W pierwszej chwili wystraszyłem się, że sprawa polega na tym, że Kuba Wojewódzki moje dziecko próbuje wciągnąć do swojego jaguara, i ja z psem mamy przybiec z pomocą i celebrytę zagryźć na śmierć, jednak już po chwili przypomniałem sobie, że moja córka jest przecież bardzo dobrze wyszkolona i wie, że każdego napotkanego pedofila ma kopać w jądra, a palcami wykłuwać mu oczy, więc szybko się uspokoiłem, że możliwości są dwie – albo chodzi o to, bym pomógł jej wezwać pogotowie dla uprzątnięcia zwłok, albo nie stało się nic, tylko mam tam przyjść i zwolnić dziecko z politycznego coachingu.
Okazało się jednak, że rzecz polegała jeszcze na czymś innym, czego wcześniej nie wziąłem pod uwagę. Ona mianowicie ze spotkania z Wojewódzkim wyszła sama, natomiast była tak wstrząśnięta, że musiała mi koniecznie przekazać tę wiadomość osobiście. Że Wojewódzki to idiota. Czy to oznacza, że moje dzieci tego wcześniej nie wiedziały? One to akurat wiedzą od zawsze, podobnie zresztą jak od zawsze mają w głowie instrukcję postępowania na wypadek kontaktu z pedofilem. Tu jednak doszło do tego, że ten człowiek w ten piękny wiosenny poniedziałek osiągnął poziom, który nawet ją poraził. I ona to właśnie chciała mi opowiedzieć. No i opowiedziała.
Nie mam zamiaru powtarzać tu choćby nie wiem jak ciekawych plotek, bo myślę, że mimo wszystko nie warto. Może tylko, żeby dać wyobrażenie o tym, co tam się działo, poza zwykłym pluciem na Telewizję Trwam i zachęcaniem do czytania „Gazety Wyborczej” i oglądania TVN-u, powiem, że w pewnym momencie Wojewódzki powiedział, że jeśli ktoś myśli, że on jest zwykłym telewizyjnym pajacem, to się bardzo myli. Dlatego, że owo pajacowanie to są tylko pozory, za którymi ukryte jest bardzo głębokie przesłanie. Że każdy jeden, choćby i najbardziej żenujący, greps Wojewódzkiego kryje bardzo głęboką myśl na współczesne tematy. I że na tym właśnie polega dziennikarstwo najwyższej próby. Edukacja przez zabawę.
Spytałem moją córkę, dlaczego, korzystając z okazji, nie zabrała głosu i nie powiedziała Wojewódzkiemu, co on nim sądzi, albo przynajmniej go nie opluła. I proszę sobie wyobrazić, że ona bardzo chciała – i jedno i drugie – ale niestety nie było takiej możliwości. Otóż przyjazd Wojewódzkiego do Katowic był tak wielkim wydarzeniem, że spotkanie z nim odbywało się w kilku salach. To znaczy, ponieważ w sali głównej, gdzie on się znajdował, nie było już wolnych miejsc, wszystkie pozostałe sale wypełniono napływającą z całego miasta młodzieżą, i wstawiono jej tam wielkie telebimy, na których można było widzieć Mistrza i słuchać Jego słów. I ona niefortunnie trafiła do jednej z nich.
Skorośmy sobie pożartowali, na koniec mała, i już w żaden sposób wesoła, refleksja.
Niedawno minęły dwa lata od śmierci Anny Walentynowicz. Kiedy Ona jeszcze żyła, została przez lokalnych działaczy Solidarności zaproszona tu na Śląsk. Ponieważ miałem ten zaszczyt, że chciała, bym jej się pokazał na dworcu, przesunąłem obowiązki i stawiłem się na miejscu. Niestety, pociąg z Gdańska był opóźniony niemal dwie godziny i już nie udało mi się jej ani przywitać, ani już nigdy więcej zobaczyć. Czekali też na nią organizatorzy któregoś ze spotkań w Gliwicach i od jednej z pań dowiedziałem się, że dzwoniła ona do kilku gliwickich liceów z propozycją spotkania z panią Walentynowicz. Wszyscy – dosłownie wszyscy – dyrektorzy szkół z którymi ona się kontaktowała, odmówili, tłumacząc się jakimiś kompletnie niedorzecznymi powodami.
Dziś widzę, że coś drgnęło. Domyślam się, że dzisiejsze spotkanie z Kubą Wojewódzkim to efekt nowej polityki edukacyjnej rządu premiera Donalda Tuska.
Od dnia w którym Anna Walentynowicz była na Śląsku wydaje się, że minęły wieki i zmieniło się wiele. On została zamordowana, ja straciłem pracę. Ona nie żyje, ja piszę te teksty aby żyć. Jeśli ktoś uważa, że może sobie na to pozwolić, a i widzi ku temu dobry powód, proszę wesprzeć ten blog wpłatą na podany obok numer konta. Zachęcam również do kupowania mojej książki z wyborem starych felietonów z tego bloga. Znajdzie tam też tekst o Annie Walentynowicz, o którym „Gazeta Polska”, kiedy jeszcze nie była objęta nakazem bojkotowania niezależnych blogerów, napisała, że to „najpiękniejszy” tekst jaki kiedykolwiek został napisany o Annie Walentynowicz. Dziękuję.

Protest w małopolskim kuratorium oświaty

Wg informacji na portalu blogerskim niepoprawni.pl, 30 marca 2012r.działacze Środowisk Niepodległościowych w Krakowie,wtargnęli do Małopolskiego Kuratorium Oświaty. Okupując gabinet kuratora Aleksandra Palczewskiego, zażądali NATYCHMIASTOWEGO PODJĘCIA ROZMÓW Z GŁODUJĄCYMI w Warszawie oraz przyjazdu min.oświaty Krystyny Szumilas do Krakowa,w celu odbycia otwartej debaty z ekspertami strony społecznej,w obecności mediów i publiczności.

Więcej: http://niepoprawni.pl/blog/6137/protest-w-malopolskim-kuratorium-oswiaty-video


Stop fabrykom idiotów

Ponieważ mój blog dotyczy uczniowskich tekstów o szkole, z zainteresowaniem obserwuję rozwój protestu w sprawie wprowadzonej ostatnio tzw. reformie szkolnej, szczególnie w zakresie nauczania historii. Nie podzielam ogólnie przyjętego mitu o tym, jakoby nauczanie szkolne w latach 80-tych było lepsze, a teraz jest dużo gorsze. Z analizy zgromadzonych przeze mnie opinii uczniowskich od 1980 roku wynika, że negatywna opinia o szkole jest nieprzerwanym aż do dzisiaj doświadczeniem pokoleniowym. Niemniej jednak instynktownie czuję, że protesty w sprawie edukacji mają kluczowe znaczenie dla naszej przyszłości i dają pewną nadzieję zmian na lepsze. Dlatego poniżej zamieszczam informację z facebooka o działalności Komitetu Strajków Szkolnych.

Jakub Brodacki

==================================================================================

Strajkujemy przeciwko niszczeniu naszych szans na dobrą edukację! Dołącz do nas!

We wrześniu 2012 roku ma rozpocząć się kolejny etap tzw. „reformy oświatowej”. Szczególnie dotknie on szkoły średnie, powodując drastyczne ograniczenie nauczania zarówno przedmiotów humanistycznych, jak i przyrodniczych. Zdecydowanie sprzeciwiamy się tym zmianom. Uważamy, że pogorszy to stan polskiej oświaty, który i tak jest kiepski. Dlatego zainicjowaliśmy Strajk Szkolny. Mamy dwa postulaty:

1. Żądamy wstrzymania i wycofania się przez rząd z projektowanych zmian.
2. Żądamy, by rząd zainicjował szeroką debatę społeczną na temat kierunków reformy polskiego szkolnictwa, uwzględniając głosy rodziców, nauczycieli, uczniów i specjalistów.

Jesteśmy młodymi Polakami którzy chcą, by szkoła dawała nam możliwość nabywania wiedzy o świecie, pomagała w wychowaniu i kształtowaniu naszej tożsamości. O taką szkołę będziemy walczyć!

Na czym ma polegać akcja?
– na noszeniu przez uczniów i nauczycieli w szkołach biało-czerwonych wpinek z napisem STRAJK SZKOLNY
– na oflagowaniu szkół (tam, gdzie zgodzą się na to dyrekcje)
– 1 czerwca nastąpi kumulacja akcji strajkowej (w jakiej formie, podamy w trakcie trwania strajku)

Etapy akcji strajkowej:

1. Kwiecień – przygotowanie.
a) zbieramy fundusze na akcję strajkową (produkcję wpinek)

Wpinki będą kupowane ze środków Fundacji Inicjatyw Polskich. Wszystkich chcących pomóc zachęcamy do dokonywania wpłat na niżej podane konto:

Fundacja Inicjatyw Polskich
Nr rachunku: 03 1020 1097 0000 7702 0151 9875
W tytule KONIECZNIE proszę wpisać: Strajk Szkolny
Kod SWIFT (dla wpłat z zagranicy): BPKOPLPW

b) Przyjmujemy zgłoszenia od uczniów, nauczycieli i szkół, które zechcą włączyć się w naszą akcję. Zgłoszenia należy przesyłać na maila

strajkszkolny2012@gmail.com

koniecznie według podanego wzoru:
– miejscowość
– pełna nazwa szkoły
– imię i nazwisko osoby zgłaszającej
– informacja o osobie zgłaszającej (uczeń, nauczyciel, dyrekcja szkoły)
– adres do korespondencji

Zachęcamy do zawiązywania Szkolnych Komitetów Strajkowych!

c) prowadzimy intensywną kampanię informacyjną

d) przyjmujemy zamówienia na wpinki strajkowe

e) w drugiej połowie kwietnia rozpoczynamy wysyłkę wyprodukowanych (dzięki zgromadzonym środkom) wpinek do uczniów, nauczycieli, szkół.

2. Na początku maja rozpoczynamy noszenie wpinek i oflagowanie szkół. Cały czas promujemy akcję w mediach, nagłaśniamy nasze postulaty.

3. 1 czerwca robimy kulminację strajku (chyba że rząd wcześniej spełni nasze postulaty). Formę, w jakiej się ona odbędzie, podamy w trakcie trwania strajku.

Czekamy na Wasze zgłoszenia!


Stanowisko sejmików samorządów liceów warszawskich w sprawie zmian w szkolnictwie

„Szkoła. Dwutygodnik uczniowski” nr 10/36 Wrocław 15-31.05.1987 r., wyd. Międzyszkolny Komitet Oporu”.

Bardzo aktualne w kontekście ostatniej reformy szkolnej 😉 i dla przypomnienia, że kiedyś w Polsce istniał samorząd uczniowski…

======================================================================

W polskim systemie oświatowym wprowadzana jest obecnie reforma szkolnictwa. ponieważ wszystkie zmiany w oświacie dotyczą przede wszystkim uczniów, powinny być konsultowane z młodzieżą szkolną lub wybranymi przez nią reprezentantami – przedstawicielami samorządów uczniowskich.

Niestety, żadne konsultacje z młodzieżą w sprawie proponowanych zmian, jak dotąd nie miały miejsca. Jest to szczególnie niepokojące w sytuacji, gdy te zmiany budzą poważne zastrzeżenia wśród uczniów.

1. uważamy, że obowiązkowe zdawanie w ramach egzaminu maturalnego „Propedeutyki Nauki o Społeczeństwie” jest nieuzasadnione, ponieważ głównym celem prowadzenia nauki tego przedmiotu w szkole jest kształtowanie postaw ideowych i społecznych, natomiast wykazywanie się wiadomościami z tego zakresu nie świadczy o dojrzałości abiturienta, zaś przygotowanie do egzaminu maturalnego z przedmiotu jest bardzo pracochłonne i odbywa się kosztem innych przedmiotów.

2. popieramy stanowisko zajęte przez Ogólnopolski Sejmik Samorządów w Oleśnicy w sprawie przywrócenia 5-dniowego tygodnia pracy. Uważamy, że szkolnictwo powinno funkcjonować podobnie jak instytucje naukowe i szkolnictwo wyższe, w których obowiązuje 5-dniowy tydzień pracy. Ponadto jak dowodzą dotychczasowe doświadczenia, zajęcie jednej soboty w miesiącu nie zmniejsza wielozmianowości pracy w szkołach.

3. naszym zdaniem dotychczasowy wymiar godzin przeznaczonych na „Przysposobienie Obronne” jest całkowicie wystarczający dla wprowadzenia młodzieży szkolnej w problemu Obronności kraju. Jesteśmy zatem przeciwni rozszerzaniu wymiaru zajęć – zarówno w postaci dodatkowych lekcji, jak i obowiązkowych obozów PO. Niepokoi nas także perspektywa tzw. praktyk robotniczych dla licealistów. Pomysł ten uważamy za chybiony, jako nie przynoszący żadnych korzyści gospodarce narodowej, ani procesowi kształcenia.


Narzekania na szkołę są powszechne

Cykl: Oświaty kaganiec

„Szkoła. Dwutygodnik uczniowski” nr 9/35 1-15 maja 1987 r., Wrocław, Federacja Młodzieży Walczącej – Międzyszkolny Komitet Oporu

 

===================================================================================

 

Narzekania na szkołę są powszechne. Uczniowie nienawidzą swoich szkół, chodzenie do nich przyprawia ich o ciężkie stresy, a nierzadko i o nerwice. Do normalnych obciążeń, związanych ze zdumiewającym systemem zdobywania wiedzy w naszym kraju, dochodzą utrudnienia „ideowo-wychowawcze”, komunistyczna szkoła łamania charakterów. Nie wnikając w przyczyny powyższych zjawisk można stwierdzić, że w związku z nimi młodziez polska nie lubi sie uczyć.
Taki stan rzeczy trwa już od dłuższego czasu, a z całą pewnością pogłębiany będzie przez stopniowe i nieubłagane wprowadzanie tzw. reformy oświaty. Uczniów (naprawdę bardzo nielicznych), którzy osiągają wyższe od przeciętnych wyniki w nauce, otacza atmosfera nieufności i niezrozumienia. Wzorzec „zdrowej trójki”, powszechny w szkołach, jest już równiez plaga wyższych uczelni. Choć można to tłumaczyć jako efekty celowego działania władz, którym nie na rękę jest rządzenie mądrym i wykształconym narodem, jednakże to nas nie usprawiedliwia. Nie usprawiedliwia zaniku ambicji, woli walki, żądzy wiedzy, która niegdyś cechowała nasz naród. Cóż z tego, że Polacy zagranica dokonują cudów – nie wszyscy przecież wyjadą, a poza tym, jaki jest poziom moralny ogromnej wiekszości współczesnych emigrantów? My musimy przetrwać tutaj; gdy nie możemy czołgom przeciwstawić innej broni – walczmy nasza inteligencja.
Wielka odpowiedzialnośc spoczywa na nauczycielach. Pomijam tu tych skomunizowanych, których posłannictwem i dziełem życia jest ogłupianie nas. Ta odpowiedzialność spoczywa na tych bardzo nielicznych w szkołach, świadomych pedagogach-patriotach, któzy wbrew często nam samym powinni przekazywać nam wiedze w swoich dziedzinach, jednocześnie kształtując nasze charaktery. Im mniej jest takich nauczycieli, tym wiekszy spoczywa na nich obowiązek. Te problemy wymagają osobnego artykułu. Tu chciałbym jedynie zaznaczyć, że wystarczy jeden taki wychowawca, którego osobowość i wiedza stanowia wzór dla młodziezy, aby wiekszość uczniów poczuła się zobowiązana do wiekszej pracy nad sobą. To przecież wstyd wygłupić sie przed takim człowiekiem.
Przeszkadza nam brak dobrych nauczycieli, zły system szkolnictwa, itd, itp. A jak jest z nami samymi? Czy wykorzystujemy te wszystkie szanse, jakie daje nam nasze kochane socjalistyczne państwo? Bo możliwości, mimo wszystko, mamy mnóstwo. Porównajmy chociażby obecne czasy z okresem rozbiorów. Nastąpił wówczas wspaniały rozkwitkultury, sztuki, inicjatyw społecznych. A przecież przez większość czasu twórcy naszej ówczesnej myśli narodowej uczyli sie w szkołach o obcym języku; jej rozwój był hamowany przez drakońskie prawa zaborców. Wszelkie działania polityczne powodowały natychmiastowe i bardzo surowe represje policyjne. Powiecie – tak, ale to nie były państwa totalitarne, a nasz słodki PRL wraz ze swoimi pobratymcami do takich się zalicza. Zgoda, z tym, że przyznać jednak należy, że tych możliwości (choćby do nauki) mamy więcej obecnie. mamy możliwośc nauki w ojczystym języku, nauki powszechnej i bezpłatnej – a to też dośc wiele, mamy niemalże pełny dostęp do najnowszych zdobyczy nauki, podobnie z literatura polską, trochę gorzej z zagraniczną. Nie chcę tutaj wychwalać komuny, chcę jedynie wykazać, jak wiele leży przed nami niewykorzystanych możliwości. Czy to jest nasza stała cecha, że samkuje nam tylko to, co zakazane? może to zabrzmi trochę dziwnie w podziemnej, bądź co bądź gazecie, ale [nieczytelne] się trochę wokół siebie – ile można zrobić legalnie!
Czy nie warto było dzisiaj na przykłąd wysłuchać wykładu profesora X, który choć uczy w komunistycznej szkole, to jednak mógł mówić coś ciekawego; czy nie warto było pójść na imprezę kulturalną, z której wymówiliśmy się brakiem czasu? Ilu książek nie przeczytaliśmy w tym roku, ile przedstawień teatralnych opuścilismy, ile ominęlismy „nudnych” tematów z polskiego czy historii? Czy w ogóle jeszcze coś Cię martwi, cieszy, czy jesteś w ogóle w stanie na coś zareagować – NIE, nie zgadzam się, czy tez powiedzieć – TAK, popieram cię?!
Czy nie stajesz się powoli rośliną?..

ZK


Profesor Legutko o edukacji w Polsce

Bardzo szanuję Pana Profesora za wiedzę, temperament, działalność i poglądy polityczne. Ostatnio opublikował interesujący artykuł o stanie polskiej edukacji w roku 2011 (podaję linka do wersji opublikowanej na portalu wpolityce.pl). Szkołę na szczęście skończyłem już dawno i także na szczęście nie jestem pedagogiem. Nie jestem też żadnym specem od edukacji, tylko kolekcjonerem uczniowskich opinii o szkole, zarówno tych które znam z gazetek szkolnych, jak i tych publikowanych w internecie. Z lat 80, 90 i z XXI wieku. Czytelnik może się z nimi zapoznać w zakładce antologia/uczniowie o szkole. Z ich lektury wyłania się obraz nieco inny, niż ten przedstawiony przez profesora. Poniżej przedstawię coś w rodzaju szkicowego konspektu polemiki z tezami profesora, napisanego na gorąco, ad hoc i bez głębokiego namysłu.

Jak napisał Profesor, pani minister Hall przyświeca ogólne hasło, że „szkoła przeładowana książkową wiedzą hamuje ucznia”. Chwalebne hasło! Niestety, czytając uczniowskie blogi mogę tylko powiedzieć, że uczniowie w dalszym ciągu nienawidzą szkoły za nadmiar niepotrzebnych informacji. A więc jeśli minister Hall wyznaje hasło odciążenia programu nauczania, to czyni tak zapewne dla poklasku, natomiast rzeczywista polityka oświatowa jest zupełnie inna.

Zdaniem Legutki, współczesna szkoła kieruje się zasadą partnerstwa, co on sam uważa za żart. Profesor Legutko stwierdza, że „Szkoła zapewni mu [uczniowi] ten rozwój, pytając go o zdanie, jakie są jego zainteresowania (bo oczywiście nie można nic narzucać – bo to nie po partnersku), zachęcając go jedynie do czytania, a nie każąc mu czytać, pytając go, co chce w szkole robić bądź nie robić. A na koniec zada pytanie, czy czuje się rozwinięty”. I znów – wracając do lektury uczniowskich blogów – nie widzę tego co widzi profesor Legutko ze swej katedry.

Kolejny cytat: „Mam nadzieję, że podobną drogą nie pójdzie minister zdrowia i nie nakaże pytać pacjenta, jak uważa, co lekarz powinien teraz zrobić, jakich leków użyć, jaki zabieg przeprowadzić? Tylko, broń Boże, niczego mu – uczniowi, pacjentowi – nie narzucać, bo to przemoc, która gasi kreatywność, zubaża i stanowi przejaw niczym nieuzasadnionej, wpędzającej we frustrację wyższości”. Problem w tym, że porównanie ucznia do pacjenta jest wysoce niestosowne. Zwłaszcza, że dla wielu uczniów szkoła jest przedsionkiem do wizyt u psychoterapeuty.

 I znowu: „Doprawdy niepojętym jest przekonanie, że zniesienie przymusu uwalnia w człowieku nieskończone siły twórcze, erupcję ukrytych talentów. Zdrowy rozsądek podpowiada, że sytuacja taka w większości skutkować będzie beztroskim pogrążeniem się w lenistwie bądź niewyszukanej zabawie”. No i tu niestety ręce mi opadły. Profesorze! Litości! Czy ma Pan na myśli także ludzi dorosłych? Bo jeśli tak, to istotnie żadna postać wolnego ustroju nie jest nam potrzebna… A gdzie wychowanie do demokracji? Gdzie nauka działania w grupie i wyrażania poglądów na forum publicznym? Gdzie te wszystkie cele klasycznej szkoły, opartej na wzorcach łacińskich, które czynią z nas obywateli?

Ale muszę też powiedzieć in plus, że zazwyczaj z tekstami konserwatystów mam ten problem, iż w miarę pogłębiania lektury dostrzegam w nich wiele mądrości. Legutko na przykład stwierdza „Skądinąd frapujące jest to, że za rozkwitanie dzieci w innowacyjności i różnorodności bierze się ekipa twardogłowych edukatorów, którzy niczym się od siebie nie różnią, bo jedyne, co potrafią, to nieustanne powtarzanie kilku odartych już dawno z jakiegokolwiek znaczenia zawsze tych samych zdań wystarczających za odpowiedź na każde możliwe pytanie o szkołę, a ich innowacyjność poparta jest nie wiadomo czym, bo z pewnością nie autorstwem choćby jednego z tych przytaszczonych z zagranicy zdań-zaklęć”. Tak, mnie też zawsze frapowało to, w jaki sposób polska szkoła ma być bardziej przyjazna dla dzieci, jeśli gros nauczycieli (nawet tych młodszych) ma lewicowo-zamordystyczne poglądy rodem z głębokiego PRL-u.

Niestety często też odnoszę wrażenie, że metody tych nauczycieli wprost utrafiają w gusta konserwatystów – i miałem na tym punkcie starcia jeszcze z młodymi konserwatystami w latach licealnych. Panie Profesorze! Jedną z widocznych i zdumiewających cudzoziemców cech szlachty polskiej w okresie renesansu i baroku było to, że ona się nikogo nie bała, stała prosto, prosto patrzyła w oczy i mówiła prawdę, nie krętaczyła. Ostatnie wybory pokazały, że w Polsce brakuje wychowania do wolności i wychowania do odwagi. Uczeń polski uczy się w polskiej szkole strachu, dorośli – przerażeni perspektywą wojny z Rosją – otaczają go strachem, a ulgi w tym strachu szuka w szeroko rozumianej pop-kulturze. Jeżeli tego nie zmienimy, to – powtórzę sam siebie: „budowa niepodległego państwa polskiego będzie niczym brnięcie po pas w zaspie śnieżnej”!

Jakub Brodacki