Co daje szkoła?

„Dzwonek. Pismo młodzieży szkolnej” nr 11 z dn. 13 września 1989 r. Bielsko-Biała

===========================================================================================

1 września, jak co roku, tłum dzieci i młodzieży zjawił się w szkołach. Rozpoczął się nowy rok szkolny 1989/1990. I może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt wielkich zmian politycznych w Polsce. Bo chyba jest już najwyższy czas zastanowić się nad reformą polskiego szkolnictwa. Co prawda wciąż słyszy się o nowych zmianach w programie nauczania, lecz większość z nich zasługuje raczej na potępienie niż poparcie.
W tym miejscu należy zadać pytanie: „Co daje nam szkoła?”. Odpowiedź na nie można znaleźć w wielu publikacjach i wypowiedziach. Dotyczą one jednak zaledwie wąskiego wycinka tego zagadnienia. Myślę, że podstawowym osiągnięciem polskiego szkolnictwa jest… nerwica.
Polski program edukacyjny należy do najobszerniejszego w całej Europie. Uczniom wtłacza się do głów tysiące zbędnych informacji, wciąż dokłada się nowe, coraz trudniejsze zagadnienia.
Grozę wywołuje widok pierwszoklasistów objuczonych ciężkimi tornistrami, w których dźwigają „wiedzę i swój przyszły chleb”. Obfitość przedmiotów powoduje, iż należy poświęcać coraz więcej czasu na naukę po szkole, by choć w stopniu dostatecznym opanować materiał. Do 8 godzin nauki w szkole dochodzą następne, spędzone w domu przy biurku. „Czas pracy” ucznia wydłuża się niewspółmiernie. Kłopoty związane z przyswojeniem sobie coraz większych ilości wiedzy prowadzą do stosowania przez rodziców i nauczycieli różnych środków represji jak dodatkowe zadania, zakaz oglądania telewizji czy wychodzenia z domu. To pozostawia straszne ślady w nieukształtowanej jeszcze psychice młodych ludzi.
Zgubne są też skutki wygórowanych aspiracji. Większość rodziców uważa,że ich pociecha powinna być najlepsza i realizuje ten cel konsekwentnie, lecz kosztem swojego dziecka. W modzie jest określenie „nie masz nic do roboty oprócz nauki”.
Wynika z tego, że uczniowie powinni być zamknięci jak automat w pewnym, narzuconym schemacie: SZKOŁA – NAUKA – SEN. O efektach tego często słyszy się w wynikach badań psychologicznych, lecz nie trafia to jednak do przekonania większości „znających życie” dorosłych.
Uzasadniony niepokój budzi też fakt, iż duża część nauczycieli nie nadaje się do pracy w szkolnictwie. Ich metodą jest konsekwentne realizowanie programu, bez jakiejkolwiek próby zainteresowania danym przedmiotem. Nasuwa się tu hasło, jakie charakteryzowało oblicze Legii Cudzoziemskiej: „Kto nie maszeruje, ten ginie”.
W obecnej sytuacji politycznej jest szansa na poważne zmodyfikowanie programu szkolnictwa. Wiąże się ona z faktem kandydowania na urząd ministra edukacji narodowej rektora Uniwersytetu Warszawskiego Henryka Samsonowicza z OKP.
Istnieje dużo przedmiotów, które powinny zostać zniesione. Niech za przykład posłuży obowiązkowa w IV klasie szkół technicznych geografia gospodarcza. Zakrawa na ironię fakt, że przyszli pracownicy techniczni uczą się o ilości trzody chlewnej w Polsce i na świecie np. w roku 1970 i 1986. Podobnych przykładów jest o wiele więcej.
Mam głęboką nadzieje, że ludzie, których wybieraliśmy, będą walczyć także o nasze interesy, gdyż jak już to ktoś kiedyś trafnie zauważył, właśnie młodzież jest przyszłością narodu.

MAW

Reklamy