Praktykant – to brzmi dumnie

„Dzwonek. Pismo młodzieży szkolnej” nr 12 z dn. 18.12.1989 r. Bielsko-Biała

=======================================================================

Od wielu już lat, uczniowie szkół technicznych przygotowywani są do wykonywania zawodu na stanowisku technika. Oprócz zajęć teoretycznych, na które składa się szereg przedmiotów zawodowych, młodzi ludzie muszą zapoznają się z tematem podczas tzw. „zajęć praktycznych”. Brzmi to bardzo poważnie, ale każdy wie, że teoria nie chodzi w parze z praktyką.
Już ponad cztery lata jestem uczniem Technikum Budowlanego. Gdy rozpocząłem naukę i po raz pierwszy udałem się na szkolenie BHP, poprzedzające właściwe zajęcia, wierzyłem, że to mi się przyda. Jak było w rzeczywistości?
Przeżyłem szok, gdy dostałem zadanie pozamiatania szatni. Kolejne godziny praktyki wypełniło usuwanie stosu desek i gruzu, który zagradzał wejście do piwnicy. Trudno było mi pojąć „po jakiego grzyba” przyszły technik zamiast poznawać technologię przy boku doświadczonego majstra, musi sprzątać plac budowy. Po kilku miesiącach „praktyka” stała się dla mnie miejscem, na którym mogłem spotkać się z brakiem kultury i chamstwem. Gdzie była konkretna nauka? Do teraz nie mogę sobie na to odpowiedzieć; zniechęciłem się do pracy w budownictwie.
Dopiero w drugiej klasie praktyka stała się bardziej konkretna. W zakładzie prefabrykacji wykonywaliśmy elementy żelbetowe. Praca ciekawa choć ciężka.
Przez cały czas nauki w technikum rozmawiałem wiele z kolegami. Dowiedziałem się że na innych budowach sytuacja jest równie niedobra. Sprzątanie i inne prace pomocnicze denerwowały nas. Nauczyciele straszyli, że po przyjęciu do pracy każdy robotnik będzie chciał udowodnić swą wyższość, a my z naszym przygotowaniem zawodowym będziemy lekceważeni. Trudno się dziwić że wielu po ukończeniu szkoły, z dyplomem w kieszeni pracuje w innych zawodach. Praktyka „umysłowa” w klasie V polega na piciu herbaty lub kawy w biurze. To nie jest żaden żart. Każdy z nas traktuje ten jeden dzień w tygodniu jako odpoczynek. Jedynym zajęciem jest wypełnianie świstków w zastępstwie przełożonego, który akurat wyszedł do sklepu, bo „rzucili” towar.
Ale dość narzekania.
Chcę zwrócić uwagę na to, że istnieje wiele przedsiębiorstw prywatnych, które gwarantowałyby z jednej strony solidne przygotowanie praktyczne, a z drugiej niezły zarobek (sprawa ważna dla młodego człowieka). Takie wyjście jest realne, tylko nikt o tym nie myśli, bo i po co. Dobrze jest jak jest.
Ciągle jeszcze wielu młodych techników przystępuje do pracy z „bladym” pojęciem o tym, jak ona powinna wyglądać. Jak ktoś taki może nadzorować wykonanie fundamentów, skoro tylko o tym słyszał od nauczyciela, lub czytał w podręczniku.
Dzisiaj, gdy sytuacja polskiego budownictwa przypomina pośpieszną ewakuację pod gęstym ostrzałem, każdy młody i zdolny technik jest na wagę złota. Jednak musi minąć wiele lat, zanim zrozumie on, co jest grane.

SKY R.

Reklamy