Sześciolatki nie pójdą do szkół – komentarz Stanisława Żaryna

Polecam!

Reklamy

Uczniowskie strategie przetrwania i oporu

Nie od wczoraj wiem, że mój światopogląd jest uważany przez nauczycieli za problem, który należy przezwyciężyć. Przede wszystkim w uczniach.

http://dydaktyka.wyklady.org/wyklad/255_uczniowskie-strategie-przetrwania-i-oporu.html

Naprawdę, konia z rzędem temu, kto przeprowadziłby sensowne badania opinii uczniowskiej o szkole. Zdziwiłby się, jak wielu uczniów ukrywa swoją niechęć do szkoły pod różnymi pretekstami: a to że nauczyciel jakiegoś przedmiotu jest niefajny, a to że „koleżanki mnie nie lubią” itp. Gdyby odjąć te wszystkie preteksty i przywrócić samoświadomość, wyszłoby szydło z worka.

 

Jakub Brodacki


Narzekania na szkołę są powszechne

Cykl: Oświaty kaganiec

„Szkoła. Dwutygodnik uczniowski” nr 9/35 1-15 maja 1987 r., Wrocław, Federacja Młodzieży Walczącej – Międzyszkolny Komitet Oporu

 

===================================================================================

 

Narzekania na szkołę są powszechne. Uczniowie nienawidzą swoich szkół, chodzenie do nich przyprawia ich o ciężkie stresy, a nierzadko i o nerwice. Do normalnych obciążeń, związanych ze zdumiewającym systemem zdobywania wiedzy w naszym kraju, dochodzą utrudnienia „ideowo-wychowawcze”, komunistyczna szkoła łamania charakterów. Nie wnikając w przyczyny powyższych zjawisk można stwierdzić, że w związku z nimi młodziez polska nie lubi sie uczyć.
Taki stan rzeczy trwa już od dłuższego czasu, a z całą pewnością pogłębiany będzie przez stopniowe i nieubłagane wprowadzanie tzw. reformy oświaty. Uczniów (naprawdę bardzo nielicznych), którzy osiągają wyższe od przeciętnych wyniki w nauce, otacza atmosfera nieufności i niezrozumienia. Wzorzec „zdrowej trójki”, powszechny w szkołach, jest już równiez plaga wyższych uczelni. Choć można to tłumaczyć jako efekty celowego działania władz, którym nie na rękę jest rządzenie mądrym i wykształconym narodem, jednakże to nas nie usprawiedliwia. Nie usprawiedliwia zaniku ambicji, woli walki, żądzy wiedzy, która niegdyś cechowała nasz naród. Cóż z tego, że Polacy zagranica dokonują cudów – nie wszyscy przecież wyjadą, a poza tym, jaki jest poziom moralny ogromnej wiekszości współczesnych emigrantów? My musimy przetrwać tutaj; gdy nie możemy czołgom przeciwstawić innej broni – walczmy nasza inteligencja.
Wielka odpowiedzialnośc spoczywa na nauczycielach. Pomijam tu tych skomunizowanych, których posłannictwem i dziełem życia jest ogłupianie nas. Ta odpowiedzialność spoczywa na tych bardzo nielicznych w szkołach, świadomych pedagogach-patriotach, któzy wbrew często nam samym powinni przekazywać nam wiedze w swoich dziedzinach, jednocześnie kształtując nasze charaktery. Im mniej jest takich nauczycieli, tym wiekszy spoczywa na nich obowiązek. Te problemy wymagają osobnego artykułu. Tu chciałbym jedynie zaznaczyć, że wystarczy jeden taki wychowawca, którego osobowość i wiedza stanowia wzór dla młodziezy, aby wiekszość uczniów poczuła się zobowiązana do wiekszej pracy nad sobą. To przecież wstyd wygłupić sie przed takim człowiekiem.
Przeszkadza nam brak dobrych nauczycieli, zły system szkolnictwa, itd, itp. A jak jest z nami samymi? Czy wykorzystujemy te wszystkie szanse, jakie daje nam nasze kochane socjalistyczne państwo? Bo możliwości, mimo wszystko, mamy mnóstwo. Porównajmy chociażby obecne czasy z okresem rozbiorów. Nastąpił wówczas wspaniały rozkwitkultury, sztuki, inicjatyw społecznych. A przecież przez większość czasu twórcy naszej ówczesnej myśli narodowej uczyli sie w szkołach o obcym języku; jej rozwój był hamowany przez drakońskie prawa zaborców. Wszelkie działania polityczne powodowały natychmiastowe i bardzo surowe represje policyjne. Powiecie – tak, ale to nie były państwa totalitarne, a nasz słodki PRL wraz ze swoimi pobratymcami do takich się zalicza. Zgoda, z tym, że przyznać jednak należy, że tych możliwości (choćby do nauki) mamy więcej obecnie. mamy możliwośc nauki w ojczystym języku, nauki powszechnej i bezpłatnej – a to też dośc wiele, mamy niemalże pełny dostęp do najnowszych zdobyczy nauki, podobnie z literatura polską, trochę gorzej z zagraniczną. Nie chcę tutaj wychwalać komuny, chcę jedynie wykazać, jak wiele leży przed nami niewykorzystanych możliwości. Czy to jest nasza stała cecha, że samkuje nam tylko to, co zakazane? może to zabrzmi trochę dziwnie w podziemnej, bądź co bądź gazecie, ale [nieczytelne] się trochę wokół siebie – ile można zrobić legalnie!
Czy nie warto było dzisiaj na przykłąd wysłuchać wykładu profesora X, który choć uczy w komunistycznej szkole, to jednak mógł mówić coś ciekawego; czy nie warto było pójść na imprezę kulturalną, z której wymówiliśmy się brakiem czasu? Ilu książek nie przeczytaliśmy w tym roku, ile przedstawień teatralnych opuścilismy, ile ominęlismy „nudnych” tematów z polskiego czy historii? Czy w ogóle jeszcze coś Cię martwi, cieszy, czy jesteś w ogóle w stanie na coś zareagować – NIE, nie zgadzam się, czy tez powiedzieć – TAK, popieram cię?!
Czy nie stajesz się powoli rośliną?..

ZK


Co daje szkoła?

„Dzwonek. Pismo młodzieży szkolnej” nr 11 z dn. 13 września 1989 r. Bielsko-Biała

===========================================================================================

1 września, jak co roku, tłum dzieci i młodzieży zjawił się w szkołach. Rozpoczął się nowy rok szkolny 1989/1990. I może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt wielkich zmian politycznych w Polsce. Bo chyba jest już najwyższy czas zastanowić się nad reformą polskiego szkolnictwa. Co prawda wciąż słyszy się o nowych zmianach w programie nauczania, lecz większość z nich zasługuje raczej na potępienie niż poparcie.
W tym miejscu należy zadać pytanie: „Co daje nam szkoła?”. Odpowiedź na nie można znaleźć w wielu publikacjach i wypowiedziach. Dotyczą one jednak zaledwie wąskiego wycinka tego zagadnienia. Myślę, że podstawowym osiągnięciem polskiego szkolnictwa jest… nerwica.
Polski program edukacyjny należy do najobszerniejszego w całej Europie. Uczniom wtłacza się do głów tysiące zbędnych informacji, wciąż dokłada się nowe, coraz trudniejsze zagadnienia.
Grozę wywołuje widok pierwszoklasistów objuczonych ciężkimi tornistrami, w których dźwigają „wiedzę i swój przyszły chleb”. Obfitość przedmiotów powoduje, iż należy poświęcać coraz więcej czasu na naukę po szkole, by choć w stopniu dostatecznym opanować materiał. Do 8 godzin nauki w szkole dochodzą następne, spędzone w domu przy biurku. „Czas pracy” ucznia wydłuża się niewspółmiernie. Kłopoty związane z przyswojeniem sobie coraz większych ilości wiedzy prowadzą do stosowania przez rodziców i nauczycieli różnych środków represji jak dodatkowe zadania, zakaz oglądania telewizji czy wychodzenia z domu. To pozostawia straszne ślady w nieukształtowanej jeszcze psychice młodych ludzi.
Zgubne są też skutki wygórowanych aspiracji. Większość rodziców uważa,że ich pociecha powinna być najlepsza i realizuje ten cel konsekwentnie, lecz kosztem swojego dziecka. W modzie jest określenie „nie masz nic do roboty oprócz nauki”.
Wynika z tego, że uczniowie powinni być zamknięci jak automat w pewnym, narzuconym schemacie: SZKOŁA – NAUKA – SEN. O efektach tego często słyszy się w wynikach badań psychologicznych, lecz nie trafia to jednak do przekonania większości „znających życie” dorosłych.
Uzasadniony niepokój budzi też fakt, iż duża część nauczycieli nie nadaje się do pracy w szkolnictwie. Ich metodą jest konsekwentne realizowanie programu, bez jakiejkolwiek próby zainteresowania danym przedmiotem. Nasuwa się tu hasło, jakie charakteryzowało oblicze Legii Cudzoziemskiej: „Kto nie maszeruje, ten ginie”.
W obecnej sytuacji politycznej jest szansa na poważne zmodyfikowanie programu szkolnictwa. Wiąże się ona z faktem kandydowania na urząd ministra edukacji narodowej rektora Uniwersytetu Warszawskiego Henryka Samsonowicza z OKP.
Istnieje dużo przedmiotów, które powinny zostać zniesione. Niech za przykład posłuży obowiązkowa w IV klasie szkół technicznych geografia gospodarcza. Zakrawa na ironię fakt, że przyszli pracownicy techniczni uczą się o ilości trzody chlewnej w Polsce i na świecie np. w roku 1970 i 1986. Podobnych przykładów jest o wiele więcej.
Mam głęboką nadzieje, że ludzie, których wybieraliśmy, będą walczyć także o nasze interesy, gdyż jak już to ktoś kiedyś trafnie zauważył, właśnie młodzież jest przyszłością narodu.

MAW


Spotkanie młodzieży

„Dzwonek. Pismo młodzieży szkolnej” nr 3 z dn. 13 października 1988 r., Bielsko-Biała
================================================================================
Na początku września gdzieś w Polsce odbyło spotkanie przedstawicieli grup młodzieżowych z kilku ośrodków kraju. Uczestniczyłem w nim jako przedstawiciel redakcji „Dzwonka” w charakterze obserwatora. Głównymi tematami dyskusji były sprawy ściśle związane z życiem szkoły, a więc nowy kodeks ucznia, próby militaryzacji szkoły (zajęcia PO i PW), propedeutyka i religioznawstwo, pomoc socjalna dla uczniów (w tym przede wszystkim sposób przyznawania i podziału stypendiów), miejsce i rola samorządu uczniowskiego. Problemy te będą przewijać się przez łamy naszego pisemka w następnych numerach – osobiście dopilnuję tego. Dzisiaj ograniczę się tylko do przytoczenia oświadczenia dotyczącego nowego kodeksu ucznia.

Obserwator

STANOWISKO W SPRAWIE ZARZĄDZENIA O ZMIANIE KODEKSU UCZNIA

Wprowadzone z dniem 01.09. br. zmiany w prawnym porządku życia wewnątrzszkolnego w żaden sposób nie mogą spełnić pokładanych przez nas w tej reformie oczekiwań. Uzyskane nowe uprawnienia są niewystarczające do zmiany autorytatywnej sposobu kierowania szkołą przez dyrektora. Szczególny niepokój budzi fakt nie uwypuklenia roli i znaczenia samorządu uczniowskiego w życiu szkoły. Jest on przecież jedynym ciałem w pełni reprezentatywnym dla społeczności uczniowskiej i mogącym bronić interesów wszystkich jej członków. Przeniesienie ciężaru występowania w ich imieniu z samorządu na socjalistyczne związki młodzieży nie „tworzy warunków dla samorządności, partnerstwa i podnoszenia przez uczniów współodpowiedzialności za funkcjonowanie szkoły, tym samym (nie)przygotowuje ich do dorosłego życia obywatela Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej” – jeśli miałaby to być Polska demokratyczna.
Samorząd, a nie inne organizacje powinien być gwarantem wypełnienia postulatów Kodeksu Ucznia. Brakuje nam ukonstytuowania sądów koleżeńskich, współdecydujących o ocenie winy i wymiarze kary, jakiej podlegają uczniowie.
Do organów społecznych,a nie socjalistycznych związków młodzieży, należeć musi powoływanie Komisji Rzecznictwa Praw Uczniowskich.
Razi swą niewychowawczą funkcją fakt legalizacji donosicielstwa w imię enigmatycznego „dobra ogółu”. Nie możemy się także zgodzić z uzależnieniem przynależności uczniów do organizacji pozaszkolnych od wiedzy i zgody dyrektora.
W możliwość zdemokratyzowania życia szkoły uderza narzucony przez ministerstwo tryb wprowadzenia jej wewnętrznego regulaminu. Jest on bez wątpienia zaprzeczeniem idei samorządności i najważniejszą wadą wprowadzonych zarządzeń.
Nie ustąpimy ze stanowiska, iż jedynie powszechne, tajne głosowanie całej społeczności uczniowskiej może stanowić podstawę do zatwierdzenia określonych regulaminem wiążących ją norm. Także ostateczny termin ich przyjęcia uważamy za stanowczo za krótki, by w pełni opracować dokument, który będzie decydować o życiu szkoły. Tylko spełnienie tych warunków spowodować może, że postanowienia Kodeksu staną się nie tylko „formalnym nakazem, lecz naszym sposobem na życie”.

Federacja Młodzieży Walczącej – Gdańsk, Kraków, Bydgoszcz, Łódź, Warmia i Mazury.
Międzyszkolny Komitet Oporu – Wrocław.


Szkoła, do której chodzimy

„Być albo nie być. Niezależne pismo III LO im. Adama Mickiewicza”. Nr 5 z dn. 17 listopada 1986 r.

=======================================================================================

Szkoła do której chodzisz, jest miejscem, w którym spędzasz ogromną część swego czasu, ma ona na ciebie wpływ, czy tego chcesz, czy nie. Nikt nie potrafi sie przed nim obronić. Do ciebie należy decyzja – poddasz mu się lub nie. Spotykasz w niej wielu ludzi-nauczycieli i kolegów, są wśród nich tacy, których lubisz, są osoby obojętne ci i są tacy, którzy cię niszczą. Nie będę tu pisać o tym, że polska szkoła jest komunistyczna, że nauczyciele są czerwoni. O tym, że nie przepadasz za chodzeniem do niej stanowi przecież nie tylko to, że ci każą iść na pochód, że pakują ci przemoca do głowy rzeczy obce twojemu myśleniu. Potrafisz się przed tym bronić, ale jest coś jeszcze. Szkoła zabija nasza osobowość. Każdy z twoich kolegów jest inny, ty też, a poddaje się nas wszystkich jednemu systemowi oceniania, nie występuje przeciw niemu, bo byłoby to absurdalne. Jednak chyba zdajesz sobie sprawę, że służy on do wartościowania twojej wiedzy i tylko wiedzy, tymczasem my uczniowie w momencie wejścia do budynku szkoły jesteśmy już podzieleni na niedostatecznych, dostatecznych, dobrych i bardzo dobrych.
Siedzisz w tej szkole sześć czy siedem godzin, wychodzisz i co? Jesteś wolny? O nie! Troskliwie zadano ci odpowiednią partię materiału i znów parę godzin nauki przed tobą. W ten sposób twoja szkoła ma kontrolę nad prawie całym dniem.
Od czasu do czasu chciałbyś gdzieś wyjechać z rodzicami, musisz się zwolnić. Nagle pojawiają się problemy, bowiem w niektórych szkołach rodzice mogą usprawiedliwić ograniczoną ilość dni, za każdym razem tylko po jednym. Nasi rodzice nie mają już więc wpływu nie tylko na to, czego się uczymy, ale muszę również stwierdzić, że odebrano im w jakimś sensie swobodę życia rodzinnego.
Trudno jest się przed tym, trudno nie wpaść w kołowrót trzech „Z” i pogoni za stopniami. Życzę ci, żebyś się przed tym ustrzegł, żebyś nie zrezygnował ze swojej osobowości i indywidualności, stawiaj na siebie.

Urszula


Szkoła w roku 2000

Obrazek fantastyczny

„Młode życie. Pismo młodzieży szkół średnich”. Nr 1/1946

=======================================================

Powoli podnoszę się, rozglądam ciekawie, przecieram oczy – nie wiem co się ze mną stało. Otaczają mnie młodzie i starzy ludzie, patrzą jak na jaki niezwykły okaz, ja na nich także. otoczony jestem przyrządami – aparatami, co do których przewijają mi sie przez głowę różne myśli. Jakiś osobnik wpycha mi przemoca do ust pigułkę, po której mózg mój zaczyna racjonalnie pracować, a mięśnie stają się sprężystymi, odczuwam, że staję się znowu sobą.
Zeskakując ze stołu-aparatu, na którym dotychczas leżałem, [w]staję i zaczynam chodzić. Skoro tylko uszedłem pięć kroków, jakiś pan pyta mi się o moje samopoczucie i poddaje mnie natychmiast systematycznym badaniom.
Naraz słyszę słowo „normalny” – zastanawiam się? Przecież nigdy nie zdradzałem śladów matołectwa. Dotychczas nie zdaję sobie jeszcze ze wszystkiego sprawy. Otaczający mnie ludzie mają skupiony wyraz twarzy, słychać – „winszuję profesorowi, udało się, naprawdę fenomenalne” pytam się tego p. prof. co to wszystko oznacza. – „Nic” odpowiada, pan znowu żyjesz. Zresztą niech pan słucha: – zmarł pan mając lat 30, a że ciało pana było dobrze zabalsamowane, więc biorąc pod uwagę wiek i stan ciała, powołaliśmy pana znowu do życia.
Pan jest właśnie pierwszym, któremu przywróciliśmy życie. Myślałem, że oszaleję. No nic, myślę sobie; królik doświadczalny, zaszkodzić nic nie mogło, a że sie udało, więc i ja jestem z tego rad. Tak mijały godziny, dni, lata. Byłem i jestem pupilem wszystkich – wiadomo pierwszy ex – trup. Raz zwiedzałem gimnazjum, postaram się je opisać:
Boże, cóż za dziwy, cóż za postępy w dziedzinie pedagogiki. Nie ma nudnego „kucia”, ślęczenia nad książka, czekania na spóźnione pociągi, z powodu których odchodziłem w 1946 roku prawie od zmysłów, nie wiedząc jak czas podzielić, by mieć parę wolnych chwil od nauki. Dziś gimnazjum, które zwiedziłem, ma własną: staję telewizyjno-nadawczą, nowoczesny rozbijatom, lotnisko i wiele innych udogodnień. Klasy są przestronne, jasne. Wnika do nich orzeźwiające powietrze górskie, morskie i zapachy naszych lasów, rozprowadzane specjalnymi aparatami. Każdy z uczni ma swój stolik – fotel z masy, nieprzyjmującej ni brudu, ni kurzu. Plan lekcji dzieli się: godziny filmu, telewizji, krytyki, oraz egzaminu z całodniowego materiału. Książki zastępują „mawiarki”, są to aparaty głośnikowe, które po nawininięciu na nie mikrotaśmy powtarzają wykłady profesorów lub uczonych całego świata. Oprócz tego za pomocą telewizji następuje wymiana wykładów profesorskich z gimnazjami kraju i zagranicy. Ustalono nareszcie język świata, którym jjest „aximawa”.
Opanowanie go jest tak łatwe, że wykłada się w nim dla lepszego opanowania już w klasach końcowych szkoły ludowej. Ponadto specjalne tabletki tak zwane „mózgówki” zapewniają uczniom trwałość pamięciową wygłaszanych wykładów.
Tego właśnie brakowało w roku 1946, był by to doskonały środek przeciw „wywietrzeniu” regułek, „katylinarki” lub tym podobnych rzeczy. Po zakończeniu lekcji, uczniowie otrzymują mikrotaśmy, celem przypomnienia sobie w domu szczególików. W czasie wakacji luksusowe „atomoloty” dały młodzieży poznać świat w rzeczywistości, a nie tylko z filmów, wykładów słowa żywego czy telewizji. A wszystko, jak się wyraziliśmy przed laty „za darmochę i bez lipy” bo panuje prawdziwa demokracja, a to dzięki wysokiej kulturze ojców państw, jak i blokowi dwóch. Jeśli mnie pamięć nie myli, to my pokolenie, które teraz przedstawiam, ex-trup, marzliśmy z powodu braku opału, który wówczas transportowano do Szwecji, czy też bezużytecznie leżał na hałdach, w kopalni, bo nasz rynek krajowy, widząc, że go nie dostanie w dostatecznej ilości, zrzekł się dla dobra innych. Taka to już polska natura. Marzliśmy jak szewcy (patrz mikrofilm nr 68364 dźwięk „sz”). Któż wówczas się tym przejmował, chyba jedynie nasz dyrektor, Panie świeć jego pamięci.

Czesław Raczkowski