O wstawaniu i codzienności słów kilka

O trudach codziennego zwlekania się z łóżka i o projektach reformy szkolnej. TUTAJ.

Reklamy

Raport o edukacji matematycznej w Polsce (z 1988 r.)

Fragmenty raportu opracowanego na zamówienie Komitetu Ekspertów do spraw Edukacji Narodowej i Komitetu Nauk Matematycznych PAN przy współpracy z pracownikami wyższych uczelni oraz IKN pod kierownictwem prod. dr Zbigniewa Semadiniego. Pisanie raportu ukończono 1 czerwca 1988 roku

Raport ten znalazłem w czasopiśmie „Szkoła. Miesięcznik uczniowski” nr 1 z roku 1989 (wydawnictwo Niezależnej Unii Młodzieży Szkolnej). Czytając go miałem wrażenie, że piszą go sami uczniowie (patrz błąd ortograficzny w słowie „zahamowania”), ale pod tekstem znalazłem notkę o rzeczywistych autorach raportu. Nidzie w internecie nie znalazłem oryginalnego tekstu raportu. Czy jego tezy nadal sa aktualne?

=========================================================================

Główne tezy raportu:

I.2 Jednym z przejawów krytycznej sytuacji nauczania matematyki w Polsce jest plaga korepetycji, będąca wynikiem przeciążonych programów oraz dysproporcji pomiędzy wynikami nauczania a wymaganiami następnego szczebla edukacji. Tak masowe korepetycje świadczą o niewydolności systemu szkolnego, spychającego część procesu nauczania na dom (…).

I.5 Należy wstrzymać doraźne zmienianie programów nauczania matematyki (…). Sporo było zmian pozornych, polegających na wykreślaniu z programu tematów, które i tak muszą być kiedyś przerobione, bo są potrzebne do realizacji następnych niewykreslonych tematów (,,,). Obecne programy nauczania mają wiele wad, jednakże należy wstrzymać wprowadzanie zmian bez uprzednich, starannych przygotowań (wydrukowane i sprawdzone w praktyce podręczniki, materiały dlka nauczycieli itp. (…)

I.7 (…) należy ponownie przemyśleć koncepcję nauczania matematyki w szkolnictwie ogólnokształcącym i zawodowym i dążyć do długofalowych zmian.

I.8 Należy rozpocząć kompleksowe działania zmierzające do usunięcia wszystkich czynników, które powodują, że nauczyciel egzekwuje od uczniów więcej, niż to przewiduje program. Wymaga to:
a) zmian w podręcznikach (wiele z nich jest napisanych językiem za trudnym dla ucznia)
b) zmiany nastawienia administracji szkolnej, a w szczególności [sic!] zachamowania wymuszania nadmiernych wymagań przec ocenianie nauczyciela na podstawie wyników testów (…).
c) ograniczenie nacisków nauczycieli wyższego szczebla na przerabianie wiekszej ilości materiału przez nauczycieli szczebla niższego.

I.9 Nauczanie powinno być dostosowane do możliwości i potrzeb uczniów danej klasy (…).

===============================================================================

CELE NAUCZANIA MATEMATYKI W SZKOLE

1. Cele nauczania

a) Cele ogólne. Uważamy, że liceum ogólnokształcące nie może być nastawione wyłącznie na przygotowanie ucznia do studiów wyższych; drugim, równorzędnym celem kształcenia powinno być PRZYGOTOWANIE DO ŻYCIA, ROZUMIENIA ŚWIATA I UCZESTNICTWA W KULTURZE.
Obecne nauczanie matematyki w liceum nastawione jest na przygotowanie uczniów do studiów uniwersyteckich na wydziałach matematycznych. Zadanie to spełnia zresztą niezadowalająco. Jeszcze bardziej zaniedbane jest przygotowanie do studiów, na których matematyka jest nie celem, lecz narzędziem. Ignorowanie zastosowań objawia się m. in. używaniem innego języka, notacji i metod na lekcjach matematyki niż na lekcjach fizyki czy chemii, co w znacznym stopniu utrudnia transfer wiedzy matematycznej do innych dziedzin wiedzy i życia (…).

Uważamy, że nauczanie matematyki w klasach matematyczno-fizycznych i biologiczno-chemicznych powinno kształcić u uczniów umiejętność modelowania matematycznego.

Formułując cele nauczania matematyki w klasach o profilu humanistycznym należy pamiętać o tym, że profil ten wybierają przede wszystkim uczniowie, którzy mieli kłopoty z matematyką w szkole podstawowej. W stosunku do wielu uczniów klas humanistycznych obecne nauczanie matematyki jest czystą fikcją: często nie wynoszą oni z lekcji matematyki niczego poza poczuciem jej bezsensowności i żywą do niej niechęcią. Uważamy, że pierwszym obowiązkiem nauczyciela uczącego matematyki w klasie humanistycznej jest zadbać o to, by jego uczniowie nie zniechęcili się jeszcze bardziej do matematyki i aby to, czego się ucza, miało dla nich sens. Matematyka powinna być ukazana tym uczniom przede wszystkim w swoim aspekcie kulturowym i filozoficznym (…).

Dla uczniów klas humanistycznych matematyka powinna więc stać sie polem refleksji filozoficznej, a także rozwoju umiejętności racjonalnej argumentacji. Dowodzenie w matematyce powinno zawsze mieć dla tych uczniów charakter przekonującego uzasadnienia. Nie należałoby od wszystkich wymagać formalnego zapisu dowodów matematycznych. Ogólnie należy zmniejszyć wymagania dotyczące technicznej sprawności wykonywania operacji na wyrażeniach algebraicznych.

2. Treści nauczania matematyki w liceum ogólnokształcącym

W obecnych podręcznikach, nawet jeśli jest mowa o zastosowaniu matematyki, to model przedstawionej sytuacji jest z góry narzucony (…). Nigdy nie jest tak, że wychodzi się od jakiejs sytuacji rzeczywistej, matematyzuje się ją, buduje model, potrzebne narzędzia teoretyczne i interpretuje w sytuacji rzeczywistej (…).

W gruncie rzeczy, dychotomia „matematyka czysta vs. matematyka stosowana” jest fałszywą dychotomią. Matematyka, z którą uczniowie spotykają się w szkole, powinna mieć sens i związek z tym, co robią, widzą i słyszą poza lekcjami matematyki. To, czego się uczą, powinno im się przydawać. Nie wystarczy, że nauczyciel wie, że to czego się uczą jest stosowalne lub pozyteczne i nie wystarczy, że później dowiedzą się, do czego jest przydatne.

Powszechna jest opinia: jesli to, czego sie uczymy nie ma zastosowań dostępnych rozumieniu naszych uczniów, to nie ma sensu ich tego uczyć (…).

3. METODY NAUCZANIA MATEMATYKI W LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCYM

(…) Podział na profile jest konieczny, jednak system powinien umożliwić zmianę profilu w ciągu pierwszych 2 lat nauki w liceum.

Egzaminy maturalne z matematyki we wszystkich profilach poza humanistycznym mają swoje uzasadnienie, któe trudno byłoby podważyć. W pewnych kręgach środowiska matematycznego w Polsce postuluje się powrót do obowiązkowego egzaminu dojrzałości z matematyki w liceach wszystkich profilów. Uważamy, że przy obecnym programie liceum humanistycznego i stulu jego realizacji, egzamin taki byłby fikcja. Z drugiej strony, zmiany programu i stylu nauczania w proponowanych przez nas kierunkach uczniłyby wiedzę ucznia trudno mierzalną przez egzamin polegający na nrozwiązaniu kilku zadań. Potrzebna byłaby raczej rozmowa, i to dłuższa (…).

Najczęściej przytaczane argumenty za nauczaniem matematyki dzieci i młodzieży to:
Argument A: matematyka uczy logicznego myslenia;
Argument B: matematyka niesie wartości kulturalne i estetyczne;
Argument C: matematyka jest użyteczna
C1: w życiu codziennym
C2: dla rozumienia nauki, techniki, statystyki, technik obliczeniowych ird;
Argument D: matematyka jest niezbędnym elementem studiów przygotowująych do niektórych zawodów;
Argument E: matematyka jest dobrym wskaźnikiem ogólnych zdolności;

Ad A. Czy jednak rzeczywiście to, czego dzieci i młodzież uczą sie na lekcjach matematyki kształci w nich umiejetność logicznego myslenia? W toku nauki szkolnej wiele dzieci nabywa przekonanie, że matematyka jest błahym i bezsensownym ćwiczeniem pewnych technik, które nie wymagają niczego więcej poza pamięcia i umiejętnościa dobierania odpowiedniej techniki do odpowiedniego zadania.

Ad B. Matematyka jest niewątpliwie częścią naszej kultury i struktury myślowe powstałe w jej ramach posiadają swoiste piękno. Jak często jednak jest ono odczuwalne na szkolnych lekcjach matematyki, gdzie panuje głównie nuda pomieszana z lękiem?

Ad c1. Wywiady przeprowadzone z wieloma dorosłymi w Anglii (w ramach znanego raportu Cockrofta) wykazały, że spory procent stara się unikać stosowania matematyki, której uczyli sie w szkole. Odejmując lub dzieląc liczby stosują własne strategie, inne niż algorytmy pokazane w szkole.

Ad C2. Jest więcej niż wątpliwe, czy nauczanie matematyki w polskich szkołach przygotowuje do rozumienia nauki, techniki itd. Raczej jest ona nastawiona na produkcję przyszłych matematyków. Nauczanie na szczeblu niższym ma zadanie przygotować do nauki na szczeblu wyższym; wszystko zaś przygotowuje do studiowania matematyki na uniwersytecie. Na kształt matematyki w niewielkim stopniu wpływają takie racje, jak pożyteczność czy stosowalność (…). Nie rozumiejąc pojęć, a dając sobie radę w operowaniu na ich symbolach, uczniowie mogą przejść przez szkołę nie umiejąc matematyzować nawet b. prostych sytuacji występujących w technice (…). Matematyzowanie to nie umiejętność, która przychodzi sama z czasem. Tego trzeba się uczyć; trzeba tę umioejętność rozwijać uprawiając matematyzację, doskonaląc swoje metody w toku działanbia (…). Intensywne użycie modelowania w nauczaniu wymaga, by nauczyciel miał rzetelną wiedzę o zastosowaniu matematyki w innych dziedzinach i ucząc matematyki dostosował się do poziomu i tematyki nauczania innych przedmiotów.

Ad D. (…) Można się zastanowić, na jakiej podstawie uważa się matematykę za przedmiot niezbędny w przygotowaniu do niektórych zawodów. Sprawa inaczej wygląda w przypadku przyszłych inżynierów i pracowników naukowych, a inaczej w przypadku uczniów o skromniejszych ambicjach, stanowiąych jednak wiekszość populacji (…).

Ad E Panuje przekonanie, że selekcja przez matematykę jest selekcja uczniów inteligentnych (…). Różnice poziomów rozwoju myslenia i dojrzałości są tak samo naturalne, jak różnice wzrostu i wagi. To samo dotyczy rozwoju myslenia abstrakcyjnego, który powienien być ułatwiony przez proces nauczania, nie zaś mierzony i sankcjonowany przez niego (…).

PODSUMOWANIE

Sposób, w jaki nasze dzieci uczą się matematyki w szkole na ogół:
– nie daje im możliwości treningu umysłowego,
– nie pokazuje walorów estetycznych i kulturalnych matematyki,
– nie wyposaża ich w umiejętność rozumienia nauki, techniki, statystyki, techniki obliczeniowej itd.
– nie przygotowuje ich do wykonywania żadnego zawodu.
Ponadto fakt, że nasze dziecko ma dobre wyniki z matematyki jeszcze nie świadczy o tym, że jest znacznie zdolniejsze od dziecka, które ma wyniki gorsze.
Nie znaczy to, że matematyka nie posiada cech wymienionych w argumentach A, B, C. Znaczy to tylko, że te jej cechy nie sa obecne w praktykowanym nauczaniu (…).
Uważamy jednak, że nauczanie matematyki w szkole tak podstawowej, jak i średniej powinno być podporządkowane celowi: PRZYGOTOWANIA DO ŻYCIA I ROZUMIENIA ŚWIATA. Przygotowanie do nauki na szczeblu wyższym może być co najwyżej celem równorzędnym. Przede wszystkim zaś musi to być MATEMATYKA MAJĄCA DLA UCZNIA SENS I RZECZYWIŚCIE COŚ MU WYJAŚNIAJĄCA (…).

Nie postulujemy żadnych w najbliższym czasie zmian programów (w sensie listy haseł). Wszystkie wyżej wymienione cele można spełnić poprzez zmianę akcentów w programach istniejacych oraz zmianę metod ich realizacji. Potrzebna jest także zmiana postaw nauczycieli do swojego przedmiotu oraz do wiedzy uczniów. Tego nie osiągniemy przez nakazy i instrukcje. W każdym razie nie osiągniemy tego szybko. Trzeba zacząć od głęboko przemyslanych zmian w kształceniu nauczycieli, od zmiany wzorców przekazywanych im na studiach.


Polska szkoła – rekonesans

„Szkoła. Miesięcznik uczniowski” nr 1 z roku 1989 (wydawnictwo Niezależnej Unii Młodzieży Szkolnej)

=====================================================================

Czy wiesz, ile tysięcy ton przenosisz na swoich plecach przez cały okres nauki w szkole? Na pewno dużo. W tej chwili nikt nie jest w stanie tego obliczyć, w każdym razie bardzo, bardzo wiele. Współczesny uczeń polskiej szkoły przypomina egipskiego niewolnika budującego piramidę. Z tą tylko różnicą, że grobowce faraonów stoją do dzisiaj, a nauka wydobyta z dosłownym wysiłkiem fizycznym szybko ulatnia się w przestworza, pozostawiając świadomość ciężkich lat wkuwania.

Przeładowane programy, a co za tym idzie, kalejdoskopy podręczników przemierzają na uczniowskich plecach drogę z domu do szkoły i z powrotem przez 10 m-cy w roku. Do tego dochodzą zeszyty, oczywiście jak najgrubsze, bo przecież trzeba gdzieś te książki przepisywać oraz wszelkiego rodzaju pomoce naukowe, od patyczków począwszy – na zestawach mechanicznych skończywszy. Z polskich uczniów ktoś na siłę chce zrobić wielbłądy.

A gdyby tak zlikwidować lub połączyć jakieś przedmioty, pozbyć się treści już zdezaktualizowanych albo stać się państwem cywilizowanym i zapewnić uczniom to wszystko na miejscu w szkole? Ta propozycja od razu spotka się z kontrą ze strony aparatu różnego szczebla – że nie ma pieniędzy, bazy, papieru, kadry, że jeszcze nie czas.

No cóż, żyjemy w kraju, który jako pierwszy w Europie posiadł konstytucję, a jednak jest to kraj, przy którym przysłowiowy Ciemnogród staje się oazą kultury i postępu.

W tej chwili nie pozostaje nic innego, jak pomóc aparatowi szerokim poparciem i „wspaniałymi” postulatami. Proponujemy więc:
– wprowadzić przysposobienie do prac ciężkich, np. w kamieniołomach, aby nie stracić tak świetnie wyszkolonej kadry, jaką są uczniowie.
– pozaklejać wszystkim uczniom usta, żeby nie zadawali głupich pytań, tylko słuchali poleceń i wykonywali je do końca bez względu na kres możliwości.
– wprowadzić kary cielesne za niesubordynację i krzywe spojrzenia.
– wcielać młodzież do armii i wysyłać na front, obojętnie w które miejsce globu.
– a tak w ogóle, to zlikwidować coś takiego, jak szkoła, bo przeszkadza i zabiera z trudem pożyczone pieniądze, które można by wydać np. na produkcję alkoholu, broni, druk dzieł Lenina.

Mariusz Sieraczkiewicz

P.S. Nie każmy im czekać, sami dokonajmy aktu likwidacji.


Uwolnijcie nas, a my wam później…

Krach. Gazeta uczniowska
Gazeta uczniów I LO im. Tadeusza Kościuszki w Koninie
Skład redakcji tajemniczy. Autorka artykułu to Ania B.


Podaj dalej. Uczniowski Front Odmowy

Czasopismo o ugruntowanym światopoglądzie anarchistycznym, piętnujące nieedukacyjne, uspołeczniające funkcje szkoły.

Redakcja:

Eliza Milewska
Ilona Jaworska
Mateusz Kwaterko junior

Poniżej niektóre teksty:


Zabezpieczenie ostateczne

Paradoks” – gazeta młodych – ukazywał się w latach 1992-1995.

a)dodatek „Zamoy – Paradoks” z marca 1994 roku, s.1 i 6:

Zabezpieczenie ostateczne

Wyzwanie

Każdy, kto chodzi do wszystkim znanego renomowanego LO z tradycjami, spotyka się ostatnio z kilkoma regułami porządkowymi i zabezpieczającymi.

Do porządkowych można zaliczyć espadrylolazę. Czyli zmianobutę bezpedagogiczną. Reguła ta dotyczy tylko motłochu (czyt. Uczniów, gości szkoły, rodziców itp.), ale i niektórzy inkwizytorzy (czyt.godzy) dobrowolnie się do niej stosują. Aby usprawnić egzekwowanie tej reguły, proponuje, aby poczynić pewne ustalenia szczegółowe:

1.Obuwie więzienne (czyt.espadryl) ma być na podeszwie słomianej (i żeby żaden kmiot nie czepiał się tego!).

2.Stosunek długości buta więziennego (czyt. Szkolnego) do kwadratu jego największej szerokości ma być równy o.87 stosunku długości drugiego buta z pary do kwadratu jego najmniejszej szerokości (kiedy to pisałem, wszystko mi się pokitrało – D.P.).

3.Espadryl ma być robiony z materiału pochłaniającego wszystkie długości fal świetlnych (czyli ma być czarny).

4.Espadryl ma być zaopatrzony w białe światło odblaskowe z przodu, czerwone ztyłu (aby było widać delikwentów bez espadryli, a raczej właściwie nie widać), sterowany palcami u nóg klakson o głośności 140 decybeli (przydałby się wkorkach na schodach), oraz betonowy pomponik i druciane sznurowadełko (w sumie praktycznie niepraktyczne, ale i ozdóbka fajna, i komuś w głowę tym dosolić).

5.W wypadku utraty espadryli powysze wyposażenie ma być zainstalowane na skarpetkach więźnia (czyt. Ucznia).

6.Więzień (czyt. Uczeń) idąc w espadrylu ma froterować podłogę (no bo inaczej na co słoma? Do głowy?).

7.Więzień (czyt. Uczeń), który będzie przynosił na teren więzienia (czyt. Szkoły) nie licząc szatni, inne buty niż espadryle bez zaświadczenia inkwizytora Gimnastycznego o konieczności wniesienia takiego obuwia w danym dniu z uwagi na karę katorgi fizycznej, zostaje skazany na poniesienie konsekwencji z p.8 i dodatkwo sam sobie wykona niżej wymieniony pomponik (a najlepiej z własnego materiału)

8.Za wykroczenie przeciw powyższym przepisom grozi kara zwiększenia ciężaru pomponika do 10×10 g, przywiązanie go do złamanej nogi łamiącego przepisy i zrzucenie powyższego pomponika z mostu Poniatowskiego (jak Poniatowski się utopił, to i byle łamacz przepisów też może).

Drugą szkolną ciekawostką są identyfikatory. ponieważ są zbyt łatwe do sfałszowania, proponuję wymianę na elektroniczne urządzenia rozpoznawcze stosowane np. w lotnictwie. Są one zwane transponderami. Urządzenie takie w zależności od stopnia nowoczesności, zasięgu itp. ma masę 2-200 kg. Zaletą takiego urządzenia jest znaczny stopień zaawansowania technicznego I elektroniczne kodowanie sygnału radiowego przesyłanego do odbiornika, co bardzo utrudnia podrobienie transpondera. osobnik bez transpondera usiłujący dostać się do szkoły mógłby być zamieniany na pastę BHP dla woźnych przez specjalnie w tym celu skonstruowane urządzenie mechaniczno-chemiczne. W tym celu proponuję następujące rozwiązania:

1. Więzeiń (czyt. uczeń), który transponder zgubił lub ma uszkodzony itp. otrzyma specjalnie przysłany do aresztu domowego nowy egzemplarz transpondera. Nie dotyczy to rady Inkwizycji, która ma prawo posiadać dwa egzemplarze zminiaturyzowanej wersji transpondera.

2. Więzień (czyt. uczeń) sam dba o zasilanie transpondera.

3. Jeżeli transponder więźnia (czyt. ucznia) przestanie działać przy wejściu do więzienia (czyt. szkoły), to rodzina otrzyma do pochówku cały zapas pasty BHP uzyskany z przerobu tego pechowca.

4. Gdyby transponder więźnia (czyt. ucznia) uległ zagubieniu, uszkodzeniu lub zniszczeniu na terenie szkoły – jego sprawa jak sobie poradzi. Aby dać więźniowi (czyt. uczniowi) choćby minimalną szansę, pozostawia się mu do dyspozycji 3 egzemplarze IBM PC XT w częściach, lutownicę, 100 g cyny, zapas baterii I nieograniczoną ilość czasu.

5. Za spowodowanie uszkodzenia bądź zniszczenie transpondera innego więźnia (czyt. ucznia) grozi uszkodzenie bądź zniszczenie transpondera.

Oprócz modyfikacji zarządzeń o espadrylach i identyfikatorach można wprowadzić nowe zarządzenia, które usprawniłyby życie iśmierć (ostatecznie podstawowym prawem człowikea jest prawo do śmierci, tego prawa nikt nikomu nie odbierze).

1.Na terenie więzienia (czyt. Szkoły) wszyscy oprócz członków Rady Inkwizycyjnej i dozorców mają obowiązek nosić pasiaczki(…)

3.W czasie zajęć zabrania się więźniom mieć inne poglądy niż prowadzący zajęcia inkwizytor, chyba, że zarządzi On inaczej.

4.Zabrania się zadawania pytań. Przywilej ten jest zarezerwowany dla inkwizytorów..

5.Nie wolno dostawać lepszych stopni, niż 4. Chyba, że umie się na 8. Wtedy można dostać 2×4, ale nie 8.

6.Za naruszenie ustaleń z punktów 3 i 4 grozi kara z punktu 23.

7.Za naruszenie ustaleń z punktów 1 i 2 grozi kara z punktu 32.

22 i 23. Karą jest wyegzekwowanie punktu 32.

32. Więzień (czyt. Uczeń), który naruszył punkty, o których mowa w punktach 6 i 7, będzie skazany na dodatkowy rok zajęć, a w przypadku braku poprawy doda mu się do obowiązującej lektury wszystkie książki, artykuły i inne utwory Lenina.

10. W przypadku szczególnie krnąbrnych więźniów (czyt.uczniów) zaleca się skazanie ich na naukę śpiewu „Ustawy o podatklu dochodowym” na melodię rapu, „Karty Nauczyciela” na melodię IX Symfonii Beethovena i „Ustawy budżetowej na rok 1994” na melodię piosenki „Siała baba mak”.

Don Peppone

P.S. Dalsze propozycje zapewne w następnym numerze „Paradoksu”, o ile Rada Inkwizycyjna nie zawiesi gazety i jej redaktorów.


ZIMA 90-91

Reypublika”. Pismo ukazywało się w roku 1991, następnie, w skutek zniechęcenia redaktorów, zamarło. Poniżej przedrukowuję opowiadanie opublikowane w drugim numerze (11 czerwca 1991)

ZIMA 90-91

Obudziłem się. Leżałem w łóżku. Nademną był sufit. Byłem w…pokoju. Zasłonięta firanka stwarzała w nim półmrok, ale wiedziałem, że na zewnątrz już wstaje dzień. Co się stało? – Powoli, jakże powoli przychodziłem na świat! 5840 raz rodziłem się. Przypomniałem sobie. Przed chwilą zostałem narodzony. Przeszedłem do drugiego pokoju. Wpatrzyłem się w zegar. Była za pięć siódma. Zarośnięte i podkrążone oczy wpatrywały się w elektroniczny nadruk. Mózg zadecydował. Odwróciłem się i zawróciłem do poprzedniego miejsca, gdy wtem walnąłem się o pedał od roweru który już dawno powinien był się znaleźć w piwnicy. Gdy dostałem się z powrotem do pierwszego pokoju, byłem nadal wściekły, lecz znów otępiałym wzrokiem wpatrywałem się w ścianę. Nie pamiętam ile czasu zajęło mi ubranie się, ale wiem, że brałem z osobna każdą część garderoby i porównywałem ją ze scianą. Ściana bardziej przyciągała wzrok, była niepoliczalna, nieosobowa jak ja sam. Ubrałem się i przeszedłem do łazienki. Tu zdążyłem się zorientować, że posiadam twarz, zęby i ręce. Było to coś jakby człowiek. Ziewnąłem. Tak, to było coś w rodzaju człowieka. Wyszedłem z mieszkania zamykając drzwi na klucz. Ruszyłem przed siebie. To coś zrozumiało, że spóźni się na autobus, że spóźni się do więzienia. Przyśpieszyłem kroku. Kiedy byłem o jakieś sto metrów od przystanku odjechał uśmiechnięty szyderczo autobus, została po nim smuga czarnego dymu. Pośpieszyłem do tramwaju. Co za cywilizacja, ludzkość! Mój pojazd poruszał się z szybkością 9 węzłów! Ziewnąłem znacząco po raz drugi zapominając o tym ważnym wynalazku. Liczyłem ile mi jeszcze zostało aresztu domowego. 1850 dni według moich szacowań.

O godzinie 8.07 wpadam do więzienia. Strażnik był wściekły.

– Która cela?

– Z pierwszych druga od końca – odpowiadam. Nie warto kłamać.Strażnik i tak zna rozkład na pamięć.

– Ty tak się ciągle spóźniasz?

– Nie,ale zmieniłem dojazd.

W trakcie rozmowy mam wrażenie jakby strażnik chciał mnie odstraszyć od więzienia żeby potem móc mnie ścigać.Tymczasem już 8.20! Nie mam po co iść na karcer. Idę na drugą zmianę.

/z dziennika więźnia/