Profesor Legutko o edukacji w Polsce

Bardzo szanuję Pana Profesora za wiedzę, temperament, działalność i poglądy polityczne. Ostatnio opublikował interesujący artykuł o stanie polskiej edukacji w roku 2011 (podaję linka do wersji opublikowanej na portalu wpolityce.pl). Szkołę na szczęście skończyłem już dawno i także na szczęście nie jestem pedagogiem. Nie jestem też żadnym specem od edukacji, tylko kolekcjonerem uczniowskich opinii o szkole, zarówno tych które znam z gazetek szkolnych, jak i tych publikowanych w internecie. Z lat 80, 90 i z XXI wieku. Czytelnik może się z nimi zapoznać w zakładce antologia/uczniowie o szkole. Z ich lektury wyłania się obraz nieco inny, niż ten przedstawiony przez profesora. Poniżej przedstawię coś w rodzaju szkicowego konspektu polemiki z tezami profesora, napisanego na gorąco, ad hoc i bez głębokiego namysłu.

Jak napisał Profesor, pani minister Hall przyświeca ogólne hasło, że „szkoła przeładowana książkową wiedzą hamuje ucznia”. Chwalebne hasło! Niestety, czytając uczniowskie blogi mogę tylko powiedzieć, że uczniowie w dalszym ciągu nienawidzą szkoły za nadmiar niepotrzebnych informacji. A więc jeśli minister Hall wyznaje hasło odciążenia programu nauczania, to czyni tak zapewne dla poklasku, natomiast rzeczywista polityka oświatowa jest zupełnie inna.

Zdaniem Legutki, współczesna szkoła kieruje się zasadą partnerstwa, co on sam uważa za żart. Profesor Legutko stwierdza, że „Szkoła zapewni mu [uczniowi] ten rozwój, pytając go o zdanie, jakie są jego zainteresowania (bo oczywiście nie można nic narzucać – bo to nie po partnersku), zachęcając go jedynie do czytania, a nie każąc mu czytać, pytając go, co chce w szkole robić bądź nie robić. A na koniec zada pytanie, czy czuje się rozwinięty”. I znów – wracając do lektury uczniowskich blogów – nie widzę tego co widzi profesor Legutko ze swej katedry.

Kolejny cytat: „Mam nadzieję, że podobną drogą nie pójdzie minister zdrowia i nie nakaże pytać pacjenta, jak uważa, co lekarz powinien teraz zrobić, jakich leków użyć, jaki zabieg przeprowadzić? Tylko, broń Boże, niczego mu – uczniowi, pacjentowi – nie narzucać, bo to przemoc, która gasi kreatywność, zubaża i stanowi przejaw niczym nieuzasadnionej, wpędzającej we frustrację wyższości”. Problem w tym, że porównanie ucznia do pacjenta jest wysoce niestosowne. Zwłaszcza, że dla wielu uczniów szkoła jest przedsionkiem do wizyt u psychoterapeuty.

 I znowu: „Doprawdy niepojętym jest przekonanie, że zniesienie przymusu uwalnia w człowieku nieskończone siły twórcze, erupcję ukrytych talentów. Zdrowy rozsądek podpowiada, że sytuacja taka w większości skutkować będzie beztroskim pogrążeniem się w lenistwie bądź niewyszukanej zabawie”. No i tu niestety ręce mi opadły. Profesorze! Litości! Czy ma Pan na myśli także ludzi dorosłych? Bo jeśli tak, to istotnie żadna postać wolnego ustroju nie jest nam potrzebna… A gdzie wychowanie do demokracji? Gdzie nauka działania w grupie i wyrażania poglądów na forum publicznym? Gdzie te wszystkie cele klasycznej szkoły, opartej na wzorcach łacińskich, które czynią z nas obywateli?

Ale muszę też powiedzieć in plus, że zazwyczaj z tekstami konserwatystów mam ten problem, iż w miarę pogłębiania lektury dostrzegam w nich wiele mądrości. Legutko na przykład stwierdza „Skądinąd frapujące jest to, że za rozkwitanie dzieci w innowacyjności i różnorodności bierze się ekipa twardogłowych edukatorów, którzy niczym się od siebie nie różnią, bo jedyne, co potrafią, to nieustanne powtarzanie kilku odartych już dawno z jakiegokolwiek znaczenia zawsze tych samych zdań wystarczających za odpowiedź na każde możliwe pytanie o szkołę, a ich innowacyjność poparta jest nie wiadomo czym, bo z pewnością nie autorstwem choćby jednego z tych przytaszczonych z zagranicy zdań-zaklęć”. Tak, mnie też zawsze frapowało to, w jaki sposób polska szkoła ma być bardziej przyjazna dla dzieci, jeśli gros nauczycieli (nawet tych młodszych) ma lewicowo-zamordystyczne poglądy rodem z głębokiego PRL-u.

Niestety często też odnoszę wrażenie, że metody tych nauczycieli wprost utrafiają w gusta konserwatystów – i miałem na tym punkcie starcia jeszcze z młodymi konserwatystami w latach licealnych. Panie Profesorze! Jedną z widocznych i zdumiewających cudzoziemców cech szlachty polskiej w okresie renesansu i baroku było to, że ona się nikogo nie bała, stała prosto, prosto patrzyła w oczy i mówiła prawdę, nie krętaczyła. Ostatnie wybory pokazały, że w Polsce brakuje wychowania do wolności i wychowania do odwagi. Uczeń polski uczy się w polskiej szkole strachu, dorośli – przerażeni perspektywą wojny z Rosją – otaczają go strachem, a ulgi w tym strachu szuka w szeroko rozumianej pop-kulturze. Jeżeli tego nie zmienimy, to – powtórzę sam siebie: „budowa niepodległego państwa polskiego będzie niczym brnięcie po pas w zaspie śnieżnej”!

Jakub Brodacki

Reklamy

Kącik PO-wca

Smuty Bagienne. Organ The New Line Underground

Redakcja:

Piotr Dec XXI LO im. Hugona Kołłątaja
Maciej Ciechomski XVIII LO im. Jana Zamoyskiego
Kacper Kaliszewski 25 Społeczne Liceum Ogólnokształcące
Grzegorz Ciechomski XVIII LO im. Jana Zamoyskiego
Magda Rogozińska XXI LO im. Hugona Kołłątaja

pomoc: Maciej Janowski XVIII LO im. Jana Zamoyskiego


Przewodnik po polskich szkołach

Jakub Brodacki, Przewodnik po polskich szkołach, „Forum Gazet Szkolnych” nr 6/1994


Pewnego dnia…

Zamoy – Paradoks” nr 1(7) styczeń 1995, s.i:

Maciej Ciechomski

Pewnego dnia…

List otwarty do uczniów XVIII LO im. J. Zamoyskiego

Kochani!

Wstajecie codziennie wcześnie rano. Ubieracie się, wychodzicie do szkoły. Tam spędzacie całe 6 lat. Średnio 6 godzin dziennie, 30 godzin tygodniowo i 120 godzin miesięcznie. Czy chcielibyście te 6 lat swojego życia spędzić w miejscu, gdzie rządzą prawa dżungli, gdzie prawo wyznacza dyrekcja, a ty – uczeń jesteś tu tylko po to, aby oni – nauczyciele mieli za co brać pieniądze? Przychodzisz do szkoły i okazuje się, że nauczyciele wcale Cię nie uczą, tylko mówią czego się masz nauczyć i ewentualnie sprawdzają Twoją wiedzę. To TY jesteś dla szkoły a nie szkoła dla Ciebie – a przecież powinno być odwrotnie!!!(…). Nie obwiniam (…) również za to ludzi, którzy aktualnie uczą i kierują naszą szkołą. „45 lat” zrobiło swoje. To nie jest ich wina!!! To wy jesteście odpowiedzialni za to co dzieje się w szkole!!! Dlaczego stoicie i przyglądacie się temu bezczynnie? Zróbcie coś. Pomóżcie mi naprawić to co zepsuli inni. Tylko razem możemy coś osiągnąć. Nie sądzę nawet, że doprowadzimy wszystko do porządku za naszego pobytu w szkole. Ale może…

Pewnego dnia…

Od red. W naszym liceum działa Rzecznik Praw Ucznia. Skargi (i nie tylko) pisemne podpisane imieniem, nazwiskiem i klasą można składać u Macieja Ciechomskiego(…).

8.”Chwila” Periodyk XVIII LO im. Jana Zamoyskiego. Czasopsimo ukazywało się w latach 1994-1996. Cytuję tu tylko odpowiedź nauczycielki pani Jadwigi Holas na wyżej przytoczony List otwary Macieja Ciechomskiego („Chwila” nr 6, z dn. 1III95, s.5). Jadwiga Holas stosuje tu bowiem dość charakterystyczną argumentację i poglądy:

Odpowiedź na artykuł „Pewnego dnia…” w

PARADOKSIE” nr 1(7) autorstwa Maćka Ciechomskiego

List otwarty szkolnego Rzecznika Praw Ucznia do naszych uczniów oburzył mnie strasznie i „dotknął do żywego”.

Przez całe swoje życie zawodowe (30 lat pracy) myślałam, ze uczeń ma zupełnie inny cel uczęszczania do szkoły, niż zaprezentowany przez Maćka, „aby oni – nauczyciele mieli za co brać pieniądze” (cha, cha, koń by się uśmiał). Dla takiego celu nie warto rano wstawać, a potem przez conajmniej 6 godzin nudzić się i uczyć w szkole.

Prawdą jest, że system oświatowy w Polsce jest stresujący dla uczniów i nauczycieli. W prywatnych czy społecznych szkołach, gdzie klasa liczy kilku, kilkunastu uczniów, jest już zupełnie inaczej.

Ciężka sytuacja finansowa nauczycieli często zmusza ich do podejmowania dodatkowej pracy, Powoduje to zmęczenie fizyczne i psychiczne, co na pewno odbija się na naszej pracy. Praca nauczyciela wymaga „luzu psychicznego” i poczucia humoru.

Nie odkryję Ameryki, jeśli napiszę, że szkoła nie mogłaby istnieć zarówno bez uczniów jak i nauczycieli. Tylko wzajemna życzliwość i współpraca może uzdrowić sytuację i ułatwić pracę. Agresywnością i napastliwością niczego się nie osiągnie i nie poprawi. Z pewnością Rzecznikowi Praw Ucznia znane Ci jest powiedzenie: „Nie czyń drugiemu, co Tobie nie miłe”.

Ja, jako nauczyciel XVIII LO nie życzę sobie tego typu artykułów w szkolnej gazetce.

Ciekawe, czy studenci również studiują po to, żeby „profesorowie brali pieniądze”? Czy chorzy chodzą do lekarza tylko po to, aby lekarze brali pieniądze? Tak rozumując dojdziemy do absurdu.

W pierwszej klasie uczyłam się z elementarza socjalistycznego wierszyka pt. „Wszyscy dla wszystkich”.

Murarz domy muruje, krawiec szyje ubrania,

ale nic by nie uszył, gdyby nie miał mieszkania.

A i murarz by przecież do roboty nie ruszył,

Gdyby krawiec mu spodni i fartucha nie uszył”.

Niestety dalej nie pamiętam, ale tytuł wierszyka mówi sam za siebie.

Z nadzieją, że Rzecznik Praw ucznia będzie również rzecznikiem swojej szkoły i wniesie szacunek i kulturę we wzajemne stosunki między uczniami i nauczycielami,

Jadwiga Holas.