NieNaWiDzę szkoły!

„Nauczyciele mogą mieć nieskończoną ilość przeistoczeń i mogą ewoluować.” Skąd ja to znam… 😉

Kliknij obrazek:

NieNAWiDzę szkoły! beatrycze

Reklamy

Poniedziałek-pechowy dzień, przekonaj się!

Kiedy wyszłam ze szkoły,poczułam wolność.Krzyknęłam na całą ulicę:WOLNOŚĆ!I uciekałam do tramwaju. Kliknij rysunek:


Wagary!

„Co tu kryć przyjemnie jest nie pójść do szkoły”. Uczennica blogerka. Tutaj.


Samorząd. Pierwsze S

„Szkoła. Dwutygodnik uczniowski” nr 8/34 dn. 15-30 kwietnia 1987 r. Wrocław, Federacja Młodzieży Walczącej – Międzyszkolny Komitet Oporu

=================================================================================
Dzisiaj zajmiemy się kontaktami między samorządami wrocławskimi. Jest to najbardziej nielubiana przez władze oświatowe i SB dziedzina działalności naszej organizacji. Jak uczy doświadczenie za działania takie spotykają uczestników największe represje (przesłuchania i rewizje). Jednak prawo pozwala na takie kontakty i należy sobie uświadomić, iż korzystanie z tego prawa jest bardzo ważne dla całokształtu naszej działalności. Kontakty takie potrzebne są nam aby:
– podejmować wspólne przedsięwzięcia dotyczące np. wspólnego końca roku szkolnego, dnia licealisty itp.
– wymieniać informacje i doświadczenia płynące z bieżącej działalności
– wspólnie wystosować do władz petycje, oświadczenia itp.
– podejmować wspólną taktykę dotyczącą określonego problemu np. wolnych sobót.
– informować o posunięciach Dyrekcji dotyczących represjonowania uczniów itd.
– nawiązywać więzy towarzyskie wśród działaczy samorządów.
Widzimy więc, że nasza działalność bez wychodzenia na zewnątrz szkoły byłaby tylko cząstkową, nie obejmowałaby całości zagadnień. jako przykład wspólnych działań samorządów wrocławskich przytoczę historię mającą miejsce w kwietniu ubr.
Na wieść o nadchodzącej reformie szkół średnich samorządy postanowiły spotkać się razem i omówić ten bulwersujący problem. Pomimo sprzeciwu władz co do spotkania samorządów i nacisków utrudniających to spotkanie, Sejmik taki jednak się odbył. W dn. 24.04.1986 r. wystosowano do władz państwowych oświadczenie zawierające stanowisko samorządów w sprawie zmian programu nauczania. Oświadczenie to zostało wysłane do Sejmu, MOiW oraz do prasy. W odpowiedzi władze nie mogły posunąć się do użycia środków bezprawnych i represje ograniczyły się tylko do rozmów z uczniami podpisanymi pod petycją.
Z utęsknieniem czekam na podobną inicjatywę obecnych samorządów. Na razie bowiem jest kilka problemów nierozwiązanych, a dotyczących spraw całego szkolnictwa (nie tylko wrocławskiego). Chodzi mi przede wszystkim o problem wolnych sobót, praktyki robotniczej w liceach (czy praktyka nie może polegać na wyrobieniu prawa jazdy lub przeprowadzeniu kursu maszynopisania). Sprawa ta zależy tylko od waszej pomysłowości i inwencji. I to co najważniejsze. Spotykajcie się nie tylko po to, aby przedyskutować konkretne sprawy. Spotykajcie się także w kawiarniach, teatrach, na wycieczkach, by władze wiedziały, że samorządy wrocławskie to jedność, że organizacji tej nie da się zniszczyć ani zastraszyć. Gdy będziemy o tym pamiętać na pewno Wam się uda wywalczyć szkołę trochę [sic!] bliższom naszym ideałom.

cdn


Moja szkoła cz. 2

Moja szkoła cz. 2

„Szkoła. Dwutygodnik uczniowski” nr 8/34 dn. 15-30 kwietnia 1987 r., Wrocław, Federacja Młodzieży Walczącej – Międzyszkolny Komitet Oporu

===================================================================================

EZN. Dyr. Szydłowski jako były UBek ma do dziś chody na Muzealnej. Interesujące sa np. jego powiązania z płk. Lejcewiczem oraz z panem Grzegorzem (nazwiska nie ustaliliśmy) oficjalnym opiekunem EZN z ramienia WUSW. Na marginesie warto dodać, że każda szkoła ma swojego „opiekuna” z tej „placówki opiekuńczej”. Nie ma też właściwie tygodnia, żeby w szkole nie pojawił się jakiś funkcjonariusz. Istotną inwazję szkoła przeżywała 16.12 ubr. kiedy to paru panów zbierało ulotki na terenie szkoły.
W szkole panuje drażliwa atmosfera. Uczniowie, a przede wszystkim nauczyciele są zastraszeni. Nie ma żadnej tolerancji dla osób wierzących. Jedna z sekretarek nosząca krzyżyk na łańcuszku otrzymała ustną uwagę „w szkole nie musi się pani aż tak afiszować”. Po zabójstwie ks. Jerzego [sic!] Popiełuszko dyr. zabawiał się w cenzora. W jednej z audycji nagrywanych przez uczniów znajdował się wiersz wydany oficjalnie, a jeden z fragmentów tego wiersza brzmiał: „żołnierz, który uderzył księdza w twarz”. Na kilka minut przed nadaniem audycji dyrektor nakazał wyciąć dany wiersz, audycję zmiksowano i puszczono przez radiowęzeł. Natomiast w poprzednich latach przed każdą milczącą przerwą w dn. 13.12 ur[zą]dzał obchód po klasach, uświadamiając młodzież „…nie zajmujcie się tym, politykę z [os]tawcie dorosłym. To kręgi kościelne i klerykalne podtrzymują działalność ekstremy i [gar]stki prowokatorów wykorzystując was do sw[o]ich celów. Grupy oazowe zrzeszają nielegalnie działającą młodzież, ja tego tutaj tolerować nie będę!”.
Jeżeli chodzi o innych nauczycieli to należy przytoczyć nazwisko dyr. ds. tech. Z. Kolano oraz prof. Misterka, ideowych i wi[e]rzących z powołania i zamiłowania w komunizm. Reszta nauczycieli jest zastraszona, jeżeli należy do partii to tylko dlatego, że zostali zmuszeni. Tylko nielicznym udało się zachować swoją godność.
Ludzie terroryzowani przez pare lat zd[ą]żyli sie już przyzwyczaić. Trzeba dużo, naprawdę dużo wysiłku, żeby ich wyrwać z tego l[e]targu i otępienia. Jest jednak nadzieja. Sam[a] widziałam jak pierwszoklasiści wydzierali sobie broszury „Witamy w komunistycznj szkole” i ulotki. Myślę jednak, że trzeba postawic właśnie na nich, póki nie opanowało ich jeszcze uczucie lęku i beznadziejności w szkołę o innym obliczu niż obecna.

JOLKA


Historia

„Dzwonek. Pismo młodzieży szkolnej” nr 12 z dn. 18 grudnia 1989 r., Bielsko-Biała

=================================================================================

Począwszy od bieżącego numeru, pragniemy prezentować Wam twórczość literacką młodzieży Podbeskidzia. Przedstawioną poniżej historyjkę zaczerpnęliśmy ze zbioru prac nadesłanych na konkurs „LIPA ’88”.

HISTORIA

Dzwonek. Weszliśmy do klasy bez słowa. Usiedliśmy w ławkach. Nauczyciel wszedł, posadził swoje ciało na stołku. Ledwo otwierając usta i przekręcając nazwiska, sprawdził obecność. Przewrócił kilka kart dziennika i otworzył na paragrafie HISTORIA. Palec zaczął jeździć z góry na dół. Powietrze zamarło w bezruchu, soki żołądkowe skakały jak oszalałe, serce biło dwa razy szybciej, odbijając się za każdym uderzeniem od wątroby. Adam położył ręce na ławce i wtulił w nie głowę. Może chciał zajrzeć do zeszytu?

– Albo… nie będę dzisiaj pytał.

Krew od razu poczęła krążyć w swoim kierunku. Szturchnąłem Adama. Ręka rozkurczyła się i z dłoni wypadł długopis. Zamknąłem mu powieki. Długopis oddałem rodzinie.

Jarosław Szymański


Szkoła w roku 2000

Obrazek fantastyczny

„Młode życie. Pismo młodzieży szkół średnich”. Nr 1/1946

=======================================================

Powoli podnoszę się, rozglądam ciekawie, przecieram oczy – nie wiem co się ze mną stało. Otaczają mnie młodzie i starzy ludzie, patrzą jak na jaki niezwykły okaz, ja na nich także. otoczony jestem przyrządami – aparatami, co do których przewijają mi sie przez głowę różne myśli. Jakiś osobnik wpycha mi przemoca do ust pigułkę, po której mózg mój zaczyna racjonalnie pracować, a mięśnie stają się sprężystymi, odczuwam, że staję się znowu sobą.
Zeskakując ze stołu-aparatu, na którym dotychczas leżałem, [w]staję i zaczynam chodzić. Skoro tylko uszedłem pięć kroków, jakiś pan pyta mi się o moje samopoczucie i poddaje mnie natychmiast systematycznym badaniom.
Naraz słyszę słowo „normalny” – zastanawiam się? Przecież nigdy nie zdradzałem śladów matołectwa. Dotychczas nie zdaję sobie jeszcze ze wszystkiego sprawy. Otaczający mnie ludzie mają skupiony wyraz twarzy, słychać – „winszuję profesorowi, udało się, naprawdę fenomenalne” pytam się tego p. prof. co to wszystko oznacza. – „Nic” odpowiada, pan znowu żyjesz. Zresztą niech pan słucha: – zmarł pan mając lat 30, a że ciało pana było dobrze zabalsamowane, więc biorąc pod uwagę wiek i stan ciała, powołaliśmy pana znowu do życia.
Pan jest właśnie pierwszym, któremu przywróciliśmy życie. Myślałem, że oszaleję. No nic, myślę sobie; królik doświadczalny, zaszkodzić nic nie mogło, a że sie udało, więc i ja jestem z tego rad. Tak mijały godziny, dni, lata. Byłem i jestem pupilem wszystkich – wiadomo pierwszy ex – trup. Raz zwiedzałem gimnazjum, postaram się je opisać:
Boże, cóż za dziwy, cóż za postępy w dziedzinie pedagogiki. Nie ma nudnego „kucia”, ślęczenia nad książka, czekania na spóźnione pociągi, z powodu których odchodziłem w 1946 roku prawie od zmysłów, nie wiedząc jak czas podzielić, by mieć parę wolnych chwil od nauki. Dziś gimnazjum, które zwiedziłem, ma własną: staję telewizyjno-nadawczą, nowoczesny rozbijatom, lotnisko i wiele innych udogodnień. Klasy są przestronne, jasne. Wnika do nich orzeźwiające powietrze górskie, morskie i zapachy naszych lasów, rozprowadzane specjalnymi aparatami. Każdy z uczni ma swój stolik – fotel z masy, nieprzyjmującej ni brudu, ni kurzu. Plan lekcji dzieli się: godziny filmu, telewizji, krytyki, oraz egzaminu z całodniowego materiału. Książki zastępują „mawiarki”, są to aparaty głośnikowe, które po nawininięciu na nie mikrotaśmy powtarzają wykłady profesorów lub uczonych całego świata. Oprócz tego za pomocą telewizji następuje wymiana wykładów profesorskich z gimnazjami kraju i zagranicy. Ustalono nareszcie język świata, którym jjest „aximawa”.
Opanowanie go jest tak łatwe, że wykłada się w nim dla lepszego opanowania już w klasach końcowych szkoły ludowej. Ponadto specjalne tabletki tak zwane „mózgówki” zapewniają uczniom trwałość pamięciową wygłaszanych wykładów.
Tego właśnie brakowało w roku 1946, był by to doskonały środek przeciw „wywietrzeniu” regułek, „katylinarki” lub tym podobnych rzeczy. Po zakończeniu lekcji, uczniowie otrzymują mikrotaśmy, celem przypomnienia sobie w domu szczególików. W czasie wakacji luksusowe „atomoloty” dały młodzieży poznać świat w rzeczywistości, a nie tylko z filmów, wykładów słowa żywego czy telewizji. A wszystko, jak się wyraziliśmy przed laty „za darmochę i bez lipy” bo panuje prawdziwa demokracja, a to dzięki wysokiej kulturze ojców państw, jak i blokowi dwóch. Jeśli mnie pamięć nie myli, to my pokolenie, które teraz przedstawiam, ex-trup, marzliśmy z powodu braku opału, który wówczas transportowano do Szwecji, czy też bezużytecznie leżał na hałdach, w kopalni, bo nasz rynek krajowy, widząc, że go nie dostanie w dostatecznej ilości, zrzekł się dla dobra innych. Taka to już polska natura. Marzliśmy jak szewcy (patrz mikrofilm nr 68364 dźwięk „sz”). Któż wówczas się tym przejmował, chyba jedynie nasz dyrektor, Panie świeć jego pamięci.

Czesław Raczkowski